Lista piosenek

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angst. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angst. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 listopada 2016

Możemy przetestować moje nowe łóżko?

skoro już was zachęciłam tytułem tooo
enjooy!!!! wracam do was ludzie cnie
troszkę się pozmieniało /czytajcie: bardzo/ i się porobiło, więc noXDXD blog oficjalnie znika z anteny soł, ale don't worry, zaczęłam bawić się wattpadem na którym tylko czytałam, więc może warto tam zajrzeć, bo why not? /kurcze, nie wiem czemu używam angielskiego soł/ ziomyyy, nie martwcie się, albo może się martwcie (?) bo mój styl pisania raczej się polepszył /możecie się cieszyć/ a za tym idzie to, że się zmienił /więc jak lubiliście mój stary styl, to cri/ no ale głównie chodzi o sam fakt mojego comebacku, bo ładnie się rozwinęłam i z kraba stałam się rakiem, czyli nie jest źle cnie. miłość to miłość, rodziną zawsze będziemy, tylko od teraz taką wattpadową rodzinką hihi dajcie mi szanse, nie skreślajcie mnie i wejdźcie na tego raka z dołu cnie, możecie mi już dawać miłość ziomki


niedziela, 22 maja 2016

Are you happy now? - YoonMin

Ostrzeżenia: Sceny erotyczne i liczne przekleństwa.



-Zabiję cię, jeśli jeszcze raz tak do mnie powiesz!-krzyknął Jimin uderzając pięścią o stół.
-Jak?! Nie mam na ciebie mówić ,,kurwa" czy też ,,dziwka"?!
-Mówiłem już!
-Pierdol się! Czemu pieprzyłeś tego gówniarza?!
-Gdybyś znał całą sytuację i nie byłbyś taki zazdrosny, to nawet byś nie pomyślał o mnie jak o dziwce! To był kolega i pisząc do mnie ,,Spotkajmy się na powtórkę" nie miał na myśli tego, co ty!
-Aha, czyli teraz to moja wina?!
-Tak!
-Wiesz co?! Ruchaj nawet swoją matkę. Mam cię dosyć!
-Mojej matki w to nie mieszaj!
-Była tak samo puszczalska, jak ty!
Jimin nie zniósł tego i z ogromną siłą uderzył w twarz swojego ukochanego. Yoongi przetarł krew z wargi i również mu oddał z większą siłą. Teraz to była kwestia czasu, kiedy wszystko stanie w ruinach. Ktoś z nich mógłby to zakończyć, ale nikt nie chciał. Tacy już byli. Jimin w przypływie wściekłości, wyrzucił przez okno z ósmego piętra zeszyt z wszystkimi piosenkami Min'a z satysfakcją obserwując, jak ten spada na sam dół. Po oczach starszego dało się rozpoznać wściekłość,
najzwyczajniej dostał napadu furii.
-No co? Uderzysz mnie?!-krzyknął Jimin odsuwając się od okna i idąc tyłem, dopóki nie nabił się na ostry róg stołu. Park nie musiał dostawać odpowiedzi, bo ją doskonale znał. Blondyn złapał go za szyję i ścisnął tak, że drugi nie miał już tlenu w płucach. Później rzucił go na stół, z którego pospadały talerze ze śniadania i kilka książek Jimina oraz laptop. Yoongi usiadł na jego biodrach, nadal nie puszczając szyi. Młodszy ręką sięgnął dłonią do włosów blondyna i ledwo co złapał je i szarpnął tak, że Yoongi uderzył o róg stołu, na co ten go puścił, a Jimin szybko wstał.
-Zabiję cię kurwo!-Yoongi wstał i zaczął biec do chłopaka, nie zważając na krew spływającą po jego czole i stole.
Rudzielec pobiegł do kuchni i widząc, że już nie ma ucieczki, bo starszy był zbyt blisko, to przeskoczył przez blat, zrzucając wszystkie przyprawy i swój telefon, który wcześniej tam położył. Po schodach wbiegł do sypialni i się zakluczył. Yoongi nerwowo uderzał pięściami, a kiedy to nie poskutkowało, to odszedł na kilka kroków i był w całkowitej ciszy, a młodszy znów nabrał się na tę sztuczkę i otworzył drzwi. Wtedy Min szybko wbiegł do środka. Jimin wyrwał lampkę z kontaktu i uderzył nią starszego, przez co na ich dywan skapnęło kilka kropel krwi, a kochanek upadł. Po tym Jimin chciał uciec z pokoju, ale jego noga została owinięta dłońmi Yoongi'ego.
ChimChim, aby utrzymać kontrolę, złapał za klamkę, aby nie upaść. Nie było to dobrym pomysłem, bo kiedy blondyn wstał z ziemi, złapał go w pasie, ciągnąc z całych
sił, co poskutkowało wyrwaniem klamki przez Jimina. Obydwoje spadli na dywan, a Yoongi szybko wstał i uderzał nogą w brzuch swojego kochanka. Żaden nie miał już siły do walki. Jimin powoli tracił przytomność, ale nie chciał wydać się słabszy. Wstał dość powoli, wybiegł z pokoju, uciekając do łazienki, gdzie jego chłopak zostawił telefon, kiedy się kąpał. Złapał jego komórkę i zagroził drugiemu, że go rozbije.
-Oddaj!-Yoongi chciał wyrwać komórkę, przez co smartfon wyślizgnął się młodszemu z ręki i wpadł do wanny pełnej wody. Min w przypływie wściekłości wziął chłopaka za włosy i uderzył jego głową o lustro, które rozbiło się na drobny mak. Jimin złapał się za tył głowy i z bólu opadł na ziemie. Kiedy widział, jak jego ukochany tak go zostawia, to wziął perfum, który podczas bójki spadł razem z innymi kosmetykami i trafił mu z mocną siłą w plecy. Blondyn nie mógł znieść tego i podniósł go za ubrudzoną od krwi koszulkę do góry.
-Co ty sobie wyobrażasz?!
Jimin zaśmiał się cynicznie i zamachnął się na chłopaka, uderzając go w twarz. Ten upadł na ziemie, a zmęczony Park po prostu wyszedł, jakby nigdy nic. Yoongi siedział tak na ziemi i zdołowany zatopił twarz w dłoniach. Po chwili wstał i zszedł na dół. Nie było go. Wyszedł. Wszystko znów było porozrzucane i od krwi. Min zrobiło się głupio, że tak go potraktował. Wiedział, że to też jego wina. Że mogli porozmawiać na spokojnie. Poszedł do lustra w salonie, które obeszło się bez uszkodzeń i spojrzał na swoje marne odbicie. Miał rozwaloną wargę i łuk brwiowy oraz rozbitą głowę, z której nadal ciekła krew. Nie chciał nawet patrzeć na resztę ciała, bo na pewno nie było w lepszym stanie niż twarz. Podszedł do drzwi wyjściowych i przez chwilę zastanawiał się, czy nie pójść szukać ukochanego. W końcu nacisnął na klamkę, a za drzwiami zobaczył Jimina. Naprawdę się ucieszył. Dopiero teraz dostrzegł, jak wygląda jego miłość. Dużo siniaków i pokaleczona twarz z podbitym okiem oraz fioletowo-zielony ślad po duszeniu. Kochankom zeszkliły się oczy, a Jimin wystawił zeszyt, który wyrzucił. Yoongi lekko się uśmiechnął i przyciągnął go do siebie, zamykając drzwi. Złapał go za nadgarstki i przycisnął do ściany, całując jego skaleczoną wargę. Widząc, że Jimin rozchylił wargi, wtargnął tam ze swoim językiem. Później podniósł kochanka, a ten go obwiązał nogami, przez co szli do łóżka, obijając się o ściany. Zobaczywszy jak słabo im wychodzi chodzenie w takiej pozycji, po prostu Yoongi położył Jimina na stole. Jimin uchylił głowę, a starszy gwałtownie przyssał się do jego szyi, trzymając jego pośladki. Potem złapał zębami koszulkę swojego partnera, szybko ją podwyższając, a Jimin widząc, jak jego chłopak robił to nieudolnie, sam dokończył zdejmowanie odzienia. Na żebrach Parka były liczne obicia i siniaki, a więc blondyn próbował ich nie dotykać. Oboje w międzyczasie zdjęli resztę swoich ubrań, wraz z bokserkami, nie mając ochoty na jakąś grę wstępną. Yoongi językiem zjechał do penisa lekko go liżąc. Po chwili miał go całego w ustach, czując, jak ten zaczyna po chwili stawać. Przyśpieszał ruchy, po chwili je zwalniając. Bez zbędnego bawienia się od  razu wypuszczając jego penisa z ust, wszedł na sucho w kochanka, przez co Jimin krzyknął z bólu. Blondyn poruszał się w jego wnętrzu bardzo szybko, powodując jeszcze większy ból u młodszego. Jednak nie bardzo się tym przejmował, po prostu oczekiwał spełnienia. Po chwili słyszał już tylko jęki od swojego ukochanego spowodowane przyjemnością. Już wiedział, że uderza we właściwy punkt.
-Yoon-Yoongi... Mocniej...-usłyszał i nie czekał nawet chwili, żeby wykonać polecenie.
Kiedy po kilku pchnięciach doszli, zostawiając na sobie ślady, Yoongi pocałował chłopaka i wysunął się z niego, po prostu go przytulając.
-Przepraszam.-szepnął.
-Słyszałem to słowo tyle razy od ciebie, że aż sam nie wiem, czy w nie wierzyć.-zaśmiał się.
     
-Jesteś pewny, że nie powinien cię zbadać lekarz?-spytał zatroskany.
-Hyung... Pytasz mnie się o to po raz kolejny, a ja mówię ci, że nie. Sam też powinieneś się zbadać. Co tym razem powiemy pielęgniarce? Znów wciśniemy jej bajeczkę, którą wciskamy jej od kilku lat, czyli ,,Ktoś mnie napadł." Zresztą to ty mnie tak urządziłeś.
-Pielęgniarce gówno do tego, co nam się dzieje. Ma nas zbadać i już, a ta w jakąś świętą Teresę się bawi.
-Musi się o to pytać. Musi wiedzieć, czy nie jesteśmy ofiarami przemocy.
-Uważasz, że jesteś ofiarą przemocy?-zaśmiał się Yoongi przytulając się do chłopaka.
-Jak ci potrafię oddać, to nie czuję się specjalnie poszkodowany. Daj mi spokojnie umyć naczynia, dobrze?-powiedział Jimin wycierając kolejny talerz.
-Aish. Jesteś beznadziejny.-warknął starszy i usiadł na krzesło w kuchni.
-Hyung, wychodzę za chwilę. Poradzisz sobie sam?-spytał, jakby uważał go za dziecko.
-Myślisz, że jestem kaleką?-zaśmiał się cynicznie.-Gdzie idziesz? Chcesz, abym sprzątał ten bałagan sam? Zresztą powinieneś mieć jakiś zakaz, wrzuciłeś do wanny mój telefon. Masz szczęście, że jest cały.
-Idę tańczyć. Wiem, uważasz, że to głupie, ale ja kocham to robić. A tak ogółem to sam zacząłeś bójkę, więc sam sprzątaj.
-Tańczyć? Ogłupiałeś? Po co tańczyć? Chcesz zniszczyć swoje życie?
-Kocham to robić... Tatusiu.-powiedział na złość, widząc, jak jego chłopak próbuje ojcować.
-Nie mów tak do mnie. To ohydne.-warknął i zaczął jeść kanapki, które wcześniej przygotował.-Zresztą kto cię będzie uczył? Bo ktoś to musi robić, prawda?
-Będzie tam mój trener. Jest naprawdę dobry. Pozwolił mi nawet, abym trenował u niego za darmo. Nauczymy się dzisiaj podstaw tańca. Nie bój się. Jest 100% hetero.-zaśmiał się.
-Też bym tak powiedział, widząc takiego słodkiego chłopca, który wygląda niczym dziewica.-warknął.
-On mi tego nie powiedział, ale wiem, że jego ŻONA jest w ciąży.
-Wielkie mi halo. Ruchać na boku to też mogę. Nigdzie nie idziesz.
-Hyung. To moje marzenie.-powiedział smutny, kończąc myć naczynia.
-Marzenie?-zaśmiał się.-taniec to może być najwyżej hobby.
-A ty?! Kochasz pisać piosenki i twoim marzeniem jest zostanie raperem, więc nie rozumiem, co różni się jedno od drugiego!
-Może tym, że śpiewanie do czegoś prowadzi!-krzyknął, nie wytrzymując.
-Jesteś żałosny!
Jimin, aby uniknąć konfliktu, wziął torbę, w której miał potrzebne rzeczy do treningu i wyszedł bez żadnego ,,pa". Yoongi'ego wysadzało od środka. Chciał rozpieprzyć każdy talerz. Podszedł do lodówki i wyjął kilka mocnych piw, rozsiadając się przed telewizorem. Szybko je wypił i tyle wystarczyło na jego słabą głowę, aby woda sodowa uderzyła mu do głowy. Siedział tak do wieczora, oglądając seriale i pijąc kolejne piwa. Po chwili dostał wiadomość od swojego chłopaka. ,,Przepraszam, trening się przedłużył. Muszę doszlifować jeden podstawowy ruch. Nie czekaj na mnie." Yoongi nie wierzył w żadną część tych zdań. Uważał, że rudzielec właśnie sprzedaje się, aby nie płacić za kursy. W oczach pijanego blondyna widział Jimina tylko jako dziwkę, którą się wypożycza. Tak naprawdę młodszy chciał spełnić jedno ze swoich wielkich marzeń i nie myślał o tym, aby puścić się gdzieś na boku, bo kochał Yoongi'ego zbyt mocno. Tymczasem cały odurzony Min czekał tylko, aż wróci jego chłopak. Kiedy usłyszał przekręcanie kluczyka w drzwiach, a później zobaczył swojego ukochanego spoconego i zmęczonego, od razu na jego twarzy zawitał cyniczny uśmiech.
-Jak było?-spytał.
-Dobrze. Jestem wykończony. Hyung, czemu jeszcze nie śpisz?
-Ach, tylko się zastanawiałem...-nie dokończył, tylko wstał i podszedł do Jimina podnosząc palcem jego podbródek z nic niezdradzającą miną.-jak mój chłopak bawił
się przy pieprzeniu trenera od siedmiu boleści.
-Hyung...-jęknął zdziwiony, odkładając klucz na półkę i torbę obok swoich nóg.-o czym ty mówisz?
-Nie wiesz?-zaśmiał się.-Ile moja dziwka wymaga za seks. Ten trenerek to ile ci dał?
-Ale... Przecież cię nie zdradziłem.-zająknął się przerażony, widząc wściekłość w jego oczach.
-Ciekawy jestem, ile razy się puściłeś w liceum za prace domowe.
-Nie mów tak... Wiesz, że taki nie jestem.-Jimin był zdezorientowany tym  jak się zachowywał jego chłopak.-Za dużo wypiłeś, pogadamy jutro. Idź spać.
Rudzielec chciał przesunąć delikatnie chłopaka i pójść spać, ale Yoongi go złapał za ramiona i przykuł do ściany bez drogi ucieczki. Przybliżył się do niego i spojrzał w jego oczy.
-Dziwko... Ile ja mam zapłacić za jedną BRUTALNĄ noc z tobą?-spytał.
-Śmierdzisz alkoholem. Nie gadaj bzdur i idź spać.-Jimin westchnął, bo nie podobało mu się zachowanie starszego.
-Ze mną już nie chcesz się pieprzyć? Trudno, sam sobie poradzę.
Yoongi agresywnie zdjął z chłopaka kurtkę i brutalnie wpił się w usta Parka, wkładając jak najgłębiej język. Potem ugryzł wargę partnera aż do krwi, którą szybko usunął językiem. Złapał za pośladki Jimina i podniósł go do góry, próbując dobrać się do jego penisa. Rudzielcowi się to nie podobało, nawet troszkę zeszkliły mu się oczy. Próbował odepchnąć starszego, który agresywnie zjeżdżał do spodni chłopaka, ale ten był jak pijawka. Jimin był przerażony w tamtej chwili, choć kiedyś nie wierzył, że istnieje coś takiego jak strach. Lubił brutalny i agresywny seks z zaskoczenia i w innym wypadku bardzo by go to kręciło, ale on wiedział, że Yoongi widział go jako dziwkę, a on chciał mu udowodnić, że tak nie jest. Nie wiedząc, jak ma zareagować, po prostu spoliczkował Mina i szybko uciekł do sypialni. Rzucił się na łóżko i kompletnie się rozpłakał. Czuł się żałosny. Dla niego to było jak próba gwałtu przez WŁASNEGO chłopaka. Nie potrafił zasnąć, wiedząc, że Yoongi jest niedaleko.
     
-Przepraszam...-wydusił i chciał przytulić Jimina, ale ten go odepchnął.
-Nie chcę z tobą rozmawiać. Wczoraj nazwałeś mnie dziwką, którą chciałeś wydymać bez zgody. Jesteś ohydny.
-Byłem pijany...
-To twoje wytłumaczenie? Jesteś żałosny.
-Zrób coś, co ci ulży. Uderz mnie, przeklnij.
-Tak? To chętnie.-warknął i z komody sięgnął po telefon blondyna, trzaskając nim o podłogę, a na ekranie zrobiła się pajęczyna.
-Już dobrze?
-Nie, nie dobrze.-warknął.
Wziął szklankę ze stołu i zbił ją na głowie Yoongi'ego, a ten tylko drgnął i syknął z bólu.
-Teraz dobrze?-spytał niepewnie, czekając tylko, aż chłopak go ponownie okaleczy.
-Nie. Dzisiaj to ja będę cię pieprzył.-zakomunikował pchając Yoongi'ego na pobliską ścianę i agresywnie całując.
Blondyn szeroko otworzył oczy, ale nie protestował. Jimin czuł, że musi również się zemścić.
-Myślisz, że to zemsta?-zakpił starszy.
-Jeszcze się przekonasz.-warknął i zdjął swoje spodnie z bokserkami.
Zrobił to samo z ubraniami blondyna. Nie chciał się patyczkować, chciał, aby on poczuł przyjemność, a jego kochanek ból. Szarpnął go za włosy tak, że Min spadł na
ziemie z wielką siłą, co poskutkowało warknięciem. Jimin rozłożył nogi Yoongi'ego i wszedł w niego bardzo szybko i brutalnie na co wyższy krzyknął z uderzającego bólu. Młodszy poruszał się w nim bardzo szybko, sprawiając, że w oczach jego chłopaka znalazły się łzy. Po chwili uderzył wprost w prostatę starszego, co poskutkowało jękiem rozkoszy. Po chwili i kilku dodatkowych uderzeniach oboje doszli, a biała ciecz znajdowała się dookoła. Jimin po tym zdyszany wyszedł z chłopaka, wstał, ubrał się i odszedł od niego z uśmiechem. To był ich najszybszy seks w życiu.
-Mam nadzieję, że będzie cię boleć tyłek jak najdłużej, teraz wstań i posprzątaj ten cały chujowski bałagan, jaki zrobiłeś.-dodał, opuszczając pokój.
Oszołomiony Yoongi wstał i zabrał się za sprzątanie.
     
-Jimin.-szturchnął kochanka w ramię, aby ten zdjął słuchawki ze swoich uszu.
-Tak, kochanie.
-Mogę skorzystać z twojego telefonu?
-Jasne.-Park odłączył słuchawki i wręczył komórkę starszemu.
-Tylko wykonam jeden telefon i ci go oddam.
Yoongi zobaczył, że Jimin ma jedną nieprzeczytaną wiadomość i nie mógł się oprzeć, więc ją przeczytał.

Od najlepszego trenera  ♥ :  możesz dzisiaj przyjść na trening, o ile tyłek cię nie boli po wczorajszym.

W Yoongi'm coś się zagotowało. Pokazał tę wiadomość chłopakowi.
-Czyli co?! Ruchacie się?!
-Zrozumiałeś to źle. Na treningu się wywaliłem i spadłem tyłkiem na podłogę.-wytłumaczył zgodnie z prawdą.
-Jasne! A ja kurwa mieszkam z dziwką!
-Czemu znowu zaczynasz?!-krzyknął Jimin.
-Ja?! Ja zaczynam?! Przecież to nie ja się rucham z każdym!
Młodszy wstał, aby być twarzą w twarz ze swoim kochankiem.
-Jak uważasz mnie za dziwkę, która rucha wszystko, co się rusza, to po co ze mną jesteś?!
-O, czyli się przyznajesz!
-Jesteś jakiś pojebany!
-Tak, ja jestem pojebany, ale przynajmniej nie jestem męską dziwką!
Jimin nie wytrzymał tego i spoliczkował chłopaka, na co ten złapał się za policzek.
-Jeszcze śmiesz mnie uderzać?!
Yoongi oddał mu z ogromną siłą, a ten runął na ziemię. Min nie chciał być gorszy, więc wstał i uderzył kilka razy pięścią w brzuch kochanka. Kiedy ten złapał go za włosy i uderzył o ścianę jego głową Jimin z wściekłości przygryzł wargę i zacisnął pięści ze łzami w oczach. Ich fryzury były nienaturalnie ułożone. Park spojrzał w oczy blondynowi i jeszcze mocniej ścisnął w zębach wargę.
-Mam już tego dość. Zachowujemy się jak dzieci...-przerwał i czekał na reakcje chłopaka.
Yoongi stał jak osłupiały, nie wiedział, co jego chłopak chciał mu powiedzieć i tego właśnie się bał.
-Nasz związek jest toksyczny. Nie widzisz?
-Toksyczny?-zająkał się starszy.-To, że się kłócimy to chyba normalne w związkach...
-Normalne, że każdego dnia nasz dom wygląda jak po wojnie? Że pieprzymy się, bo rządzi nami pożądanie? Zerwijmy. Jestem już tym zmęczony.
Jimin nie pozwolił dojść blondynowi do słowa, bo poszedł, spakował wszystkie najważniejsze rzeczy do walizki i wyszedł tak po prostu. Zostawił swojego już byłego partnera w własnych myślach z łzami w oczach. Yoongi nie chciał, aby tak to się skończyło, ale ich życie już takie było... Było brutalnym seksem z brutalnymi bijatykami w tym brutalnym związku.


niedziela, 20 marca 2016

Myślę, że jestem głupi, a może po prostu szczęśliwy.-JiKook


,,Odpisz, odpisz, odpisz." napisałem po czym kliknąłem ,,wyślij".
Znowu to samo, nie odpisuje mi. Nigdy mi nie odpisuje, przyzwyczaiłem się, ale tym razem chciałem go zobaczyć. Musiałem.  Widocznie nie wskazywało nic na to, że sprawi mi taką przyjemność i wyśle chociaż jebane ,,Co chciałeś?". Chyba nie traktował mnie poważnie. Traktował jak zabawkę. Wszystko było dobrze, przeleciał mnie i urwał kontakt. Jesteśmy ze sobą od trzech miesięcy, w tym czasie robiliśmy to 6 razy. Za każdym razem następnego dnia po stosunku znikał. Kiedy ja umierałem z tęsknoty, to on się odzywał kiedy zachciało mu się bzykać.

Do Jiminie: Jeśli tak chcesz się bawić... Albo teraz się odezwiesz, albo nawet nie próbuj wykręcać do mnie numeru kiedy zachce ci się ruchać.

To musiało nim ruszyć. Kurwa, do czego to doszło że myślę, że mój chłopak jest ze mną tylko dla pieprzenia? Mimo tego zawiodłem się, telefon wytworzył wibracje.Odpisał.

Od Jiminie: Nie no, co chciałeś?

Do Jiminie: Ach, czyli co? Odzywasz się, bo przestraszyłeś się, że nie poruchasz szesnastki?

Nie musiałem długo czekać, po jego zwinnych palcach i piorunującej szybkości czytania szybko dostałem odpowiedź.

Od Jiminie: Byłem zajęty, przepraszam.

Do Jiminie: A, no tak. Nagle kiedy napisałem, że nie poruchasz to już przestałeś być zajęty?

Od Jiminie: Nie żartuj. Wiesz, że jestem zajęty do kastingu tanecznego. Od tego zależy moja przyszłość. Kiedy na próbach znów usłyszałem telefon pomyślałem, że to coś ważnego.

Uśmiechnąłem się mimowolnie. Nawet jeśli kłamał to co? Nie wiedziałem o tym i mogłem przez chwilę cieszyć się, że starszy nie ma mnie całkowicie w dupie. Nie gniewałem się, oczywiście że powinienem się gniewać, lecz to nie w moim stylu. Już nie raz słyszałem, że jestem naiwny. I co z tego? Jeśli to ma sprawić, że będę chociaż przez chwilkę szczęśliwy, to mogę nawet największym głupcem świata.

Do Jiminie: Mógłbyś się ze mną spotkać Hyung? Tęsknie...

Nie odpisywał. Historia lubi się powtarzać. Lub może zastanawiał się, czy na pewno chce się ze mną spotkać.

Do Jiminie: Jak nie chcesz to nie... Przecież jak zechcesz się spotkać to napiszesz, bo wiesz że polecę jak piesek...

Od Jiminie: Nie mów tak, jesteś dla mnie ważny. Oczywiście że chcę się spotkać. Myślałem, że to ja znów będę musiał proponować spotkanie. ^^ Może przyjdziesz po mnie do mojej sali prób? :>

Ucieszyłem się. Nie, to za mało. Umierałem ze szczęścia. Odpisałem mu, że powinienem być za 20 minut. Nie wiem czemu po prostu do mnie nie przyjdzie. Wziąłem klucze od mieszkania ze stołu  gdyby moja matka nie zdążyła jeszcze wrócić i ubrałem jakąś kurtkę z brzegu. Kiedy doszedłem do jego sali prób otworzyłem bez wahania. Od ścian uderzało echo muzyki, a ten nadal tańczył. Był już przepocony, ile godzin już tutaj ćwiczy? Nie zauważył mnie, nawet jeśli moje odbicie widniało
na dużym lustrze.
-Hyung.-jęknąłem próbując go wyrwać z tanecznego transu. -Hyung, hyung....
Wtedy pilotem wyłączył piosenkę i uśmiechnął się do mnie pochłaniając duże łyki wody mineralnej.
-Idziemy?-spytałem wbijając wzrok w drewnianą podłogę do tańczenia.
-Jasne, pójdziemy do ciebie czy do mnie?-spytał chowając ostatnie rzeczy do torby.
-Ani do mnie ani do ciebie. Nie bądź taki Hyung. Chcę spędzić z tobą czas tak po prostu....
Jiminie zaśmiał się i zarzucił na swoje umięśnione ciało bluzę poprawiając rudą czuprynę.
-Ty mały zboczeńcu. To że chcę pójść z tobą do domu, nie musi oznaczać tylko jednego.
Spuściłem głowę jeszcze niżej jeśli tak w ogóle się dało, a na moich policzkach wykwitły soczyste rumieńce.  Nawet jeśli dzisiaj będzie się ze mną kochał, a jutro znów zerwie kontakt na kilka dni, to nieważne. Ważne jest to, co dzieje się teraz. Rudzielec objął mnie w pasie i wyszliśmy razem z budynku.
-Hyung....-zacząłem niepewnie.-Dlaczego ty tak w ogóle ze mną jesteś?...
Chłopak zaśmiał się cicho i akurat w tej chwili kiedy mieliśmy przechodzić przez ulicę światła zmieniły barwę na czerwoną. Stałem tam i czekałem jak dureń na odpowiedź.  Dłonie mi się trzęsły niemiłosiernie, jakby właśnie zaraz miał paść wyrok.
-Czemu o to pytasz?-spytał zdziwiony i ujął moją twarz w dłonie.
Teraz musiałem na niego patrzeć.
-No... Bo zawsze znikasz, kiedy my.... No wiesz...
Nie wytrzymałem i próbowałem opuścić wzrok, lecz ten nie puszczał mnie, więc było to niemożliwe.
-Kocham cię na zabój.-uśmiechnął się i musnął moje usta swoimi.
Zamknąłem delikatnie oczy, a moje śnieżne policzki chyba trochę spuściły rumieńców.  W końce bardzo powoli oderwałem się od niego, a ten oparł czoło o moją głowę.
-Nie na ulicy Hyung....-szepnąłem a ten się zaśmiał.
Wokół już widziałem wzrok innych, lecz za bardzo się nie przejmowali co wyczynialiśmy. Mimo tego i tak byłem bardzo wstydliwy. Ukochany wplątał palce w moją dłoń i kiedy tylko pojawiło się zielone światło, przeszliśmy.  Jeszcze chwilkę szliśmy i już po chwili staliśmy przed jego domem.
-Mówiłeś że...-jęknąłem spoglądając na wielki budynek który wyglądał, jakby kosztował miliony.
-Mówiłem że nie będziemy nic robić. Do domu swojego chłopaka boisz się wejść?
Uśmiechnął się tak, że naprawdę zacząłem myśleć nad tym, czy on na pewno zamierza spędzić czas u niego przyzwoicie.
-Mamy nie ma w domu.-oznajmił wystukując kod do bramki przed domem.
Przełknąłem głośno ślinę zaciskając pięści. Nie ma jej.... ,,Jeongguk, nie stchórzysz, nie? Czemu tak się boisz, że nie spędzisz z nim czasu grając w gry? Przecież to nie koniec świata, jeśli znów miną ci godziny na bzykaniu." Po chwili ju byliśmy u niego. Rozebrałem się i usiadłem na kanapę.
-Chcesz coś do picia?-spytał ściągając buty.
-Nie...
-No... No to co robimy?-rudzielec rzucił się obok mnie całym swoim ciężarem biorąc pilot od telewizora, lecz po chwili znów go odkładając jak idiota.
-Zagrałbym w grę...-powiedziałem cicho będąc przygotowany na to, że się nie zgodzi.
-Jasne, a jaką?-spytał włączając konsolę i rzucając mi pokrowiec do płyt.
Zajrzałem i po chwili szukania wybrałem samochodziki. Czyli grę, którą mimo mojego wieku nadal kochałem. Umiejscowiliśmy się na ziemi przed kanapą i zaczęliśmy grać.

                                                          ♣

Nie mogę stwierdzić ile graliśmy. Na pewno długo, bo się ściemniało. Widziałem jak Jimin powoli zasypiał, bo od czasu do czasu opierał się o sofę głową, a sekundę później podnosił ją pośpiesznie jak poparzony. Chyba w końcu już nie wytrzymał i zasnął, co pozwoliło mi kolejny raz z rzędu wygrać. Uśmiechnąłem się i złożyłem ciepły pocałunek na jego czole. Podniosłem go z ziemi i wyłączając konsolę zaniosłem go do jego pokoju.
-To chyba czas na mnie.-westchnąłem i chciałem ponownie go pocałować, lecz tym razem na pożegnanie.
Uchyliłem się nad nim, lecz zostałem delikatnie złapany za nadgarstek, a po chwili pchnięty obok starszego.
-Nie idź...-wymamrotał ledwo słyszalnie.-Moja mama nie wróci na noc, nie chce być sam.
-Jestem niepełnoletni, muszę wrócić, mama będzie się martwić...
Na to już nie usłyszałem odpowiedzi. Jimin wtulił się w mój tors bardzo mocno, więc gdybym miał wrócić do domu, to chyba razem z przyczepionym do mnie rudzielcem. Faktycznie, chciałem aby poświęcał mi więcej czasu, ale no moja matka czekała. Westchnąłem ciężko, choć tak naprawdę byłem naprawdę szczęśliwy. Wyjąłem telefon z kieszeni od spodni i napisałem do mamy, że nie wrócę na noc. Nawet nie czekałem aż się zgodzi czy też odmówi, ale po prostu zasnąłem.

                                                          ♣

Kiedy się obudziłem go już nie było. Nie pożegnał się ze mną ani nic. Znaczy może się pożegnał, ale ja o tym nie wiedziałem, bo spałem. Poprawiłem fryzurę, która była nieogarnięta i sprawdziłem godzinę. Było już grubo po dwunastej. Zszedłem na dół. Nawet nie pomyślałem o tym, jak zamknę jego dom. Nie mam kluczy. Po chwili wszystko stało się jasne. Jego mama wróciła. Aktualnie robiła śniadanie z uśmiechem, który chyba nigdy nie schodził jej z twarzy. Ponownie poprawiłem czarne włosy witając się niepewnie z kobietą. Może ona nawet nie miała pojęcia, że byłem w jej domu na noc? Mimo tego rodzicielka mojego chłopaka była przesympatyczna, z chęcią mnie przyjmowała pod swój dach, dawała mi zawsze coś do jedzenia i wchodziła do pokoju, kiedy tylko Jimin chciał się ze mną zabawić jakby słyszała jak w głowie krzyczę ,,Niech pani ratuje, nie chcę dzisiaj się pieprzyć z Jiminem", również mówiła, abym nazywał ją ,,mamą". Lubiła też rozciągać moje policzki mówiąc ,,Jaki ty jesteś słodziasńy!" i kiedy wychodziła do pracy ostrzegała Jimina, aby nie dotykał mnie bez mojej zgody.
-O! Obudziłeś się. Chodź, zrobiłam ci śniadanie.
Uśmiechnąłem się do niej lekko skrępowany, siadając do stołu i spożywając tosty przyrządzone przez kobietę. Po chwili wytarłem usta dłonią i spojrzałem się na niską brunetkę.
-Przepraszam, ale gdzie Jimina tak z rana poniosło?...
-,,Przepraszam mamo"-poprawiła mnie roześmiana.-To dzisiaj jego ważny dzień. Poszedł na kasting. Powiedział że możliwe, że dzisiaj w ogóle nie wróci na noc do domu. Przed kastingiem ma mieć długie i wykańczające lekcje z profesjonalistą. Jest ponad 100 uczestników, więc to też zależy jaki numer mu przypadnie. Później prześpi się u kolegi, powiedział również, że cię kocha.
Uśmiech pojawił się mimowolnie na mojej twarzy. Oby tylko go nie przemęczali. To jest jego ważny dzień. Kiedy zjadłem pożegnałem się z kobietą mimo iż ta nalegała, abym został jeszcze chwilkę. w domu rzuciłem się szczęśliwy na kanapę. Moja mama już była w pracy. Miałem wielką ochotę napisania Jiminowi, że wszystko będzie dobrze, ale obiecałem sobie, że nie będę mu przeszkadzał. Mijały godziny, a ja tak do 17.00 łaziłem bez celu do domu, aby nie martwić się o Jimina. Przez ten czas wziąłem prysznic kilkanaście razy, napchałem się jedzeniem z lodówki i obejrzałem kilka odcinków swojej ulubionej dramy. Pewnie w tym momencie Jimin męczył się z tym profesjonalistą od siedmiu boleści, aby jak najlepiej wyjść przez jury. Kiedy moja komórka sama wydała z siebie dźwięk nowej wiadomości ucieszyłem się niemiłosiernie.

Od Namjoon: Spotkamy się? :) Słyszałem, że ten pedał Jimin jest na kastingu. No chodź, zabawimy się!

Uśmiech mimowolnie zszedł mi z twarzy. Nie przepadałem za tym typkiem. Był najlepszym przyjacielem Jimina, dlatego znosiłem jego towarzystwo. Rudzielec nalegał, abyśmy się poznali. Swoją drogą to Park naprawdę ma dziwnych przyjaciół. Przynajmniej ten Namjoon był dziwny. Często pozwalał sobie za dużo w stosunku do mnie i traktował mnie jak jakąś prostytutkę, którą może wypożyczyć. Na szczęście Jiminie zawsze rzucał komentarze do niego ,,Zostaw mojego chłopaka szmato" cz też ,,Pójdź na dziwki, a nie." Teraz tak bez mojego ukochanego ten blondyn mógłby sobie pozwolić na więcej niż do tej pory.

Do Namjoon: Nie, dzięki... Boli mnie brzuch. Może następnym razem.... :)

Odetchnąłem z ulgi. Myślałem, że go spławiłem, lecz po chwili dostałem odpowiedź.

Od Namjoon: Nie kłam młody :D Staraj się bardziej. Widziałem cię. W sumie to jestem już przed domem.

Co kurwa jego mać? Podbiegłem do okna i lekko wyjrzałem za nie, aby zostać niezauważonym. Faktycznie tam był. Z uśmiechem pomachał mi, a ja zrobiłem się czerwony i szybko zniknąłem za szybką. Oddychałem bardzo szybko. Ale co tak naprawdę mógł mi zrobić? Jiminie od zawsze mi mówił, że mam dar przekonywania. Postanowiłem to wykorzystać i po prostu powiedzieć Namjoonowi, żebyśmy poszli w tłoczne miejsce, bo tam oszczędziłby sobie macanek. Zresztą trochę zabawy zawsze się w życiu przyda. Wolę to niż siedzenie bezczynnie na kanapie wyrywając sobie włosy  z głowy ze stresu, aby wszystko się udało Jiminowi.

Do Namjoon: Dobra, czekaj na mnie.

Zarzuciłem na siebie jakąś świeżą bluzę i jeszcze podszedłem do lustra. Poprawiłem siano zwane włosami i zrobiłem mocną, czarną kreskę pod oczami. Teraz byłem gotowy. Ubrałem buty i wyszedłem jeszcze biorąc portfel i pieniądze.
-O, zdecydowałeś się nie oszukiwać swojego Hyunga.-zaśmiał się starszy klepiąc mnie w tyłek.
Zdjąłem jego dłoń z pośladka i wbiłem paznokcie w jego palce patrząc na niego wściekłym wzrokiem. Nikomu oprócz Jiminowi nie pozwolę się dotykać.
-Jeśli Hyung chce zachować paluszki, to niech lepiej się dowie, gdzie są ich miejsce.-warknąłem.
Ten tylko się zaśmiał. Co w tym takiego było zabawnego? Może na takiego nie wyglądałem, ale umiałem się świetnie bić. Ta cecha była jedną z ważniejszych w moim liceum, ponieważ nigdy nie wiadomo na jakiego dupka trafisz. Kiedy wysoki blondyn wyciągnął papierosa i włożył go do ust, chciał mnie poczęstować.
-Nie, dziękuję. Nie palę.-odmówiłem a ten wzruszył ramionami.
Zapalił fajkę i wciągnął dym do swoich płuc wypuszczając go powoli z ust. Myślałem że się uduszę. Zacząłem kaszleć zasłaniając twarz dłonią. Wtedy starszy się zaśmiał, jakby naprawdę było się z czego śmiać.
-Takie to zabawne?-zapytałem lekko wkurzony.
-Trochę. Zabawne jest to, że taki gówniarz zdobył Jimina. Jesteś naprawdę przystojny, więc w sumie się nie dziwie, ale mógłbyś się trochę rozluźnić.
Parsknąłem złośliwie pod nosem dodając ciche ,,dupek" lecz ten to usłyszał i chyba nie spodobało mu się to, co właśnie zrobiłem bo zmarszczył brwi i zacisnął pięści.
-Dzieciaku, do ciebie naprawdę trzeba dużej cierpliwości.
-Tak?-parsknąłem ponownie jeszcze bardziej kpiąc z niego.-To po co chciałeś, abym z tobą poszedł się zabawić? Za mamuśkę chciałeś robić?
-Nie, po prostu jesteś przystojny. Można cię jeszcze rozruszać.-zaśmiał się i przyśpieszył kroku.
Zdziwiłem się. Jest jeszcze bardziej tajemniczy niż zawsze. Później czasem jeszcze nawiązując krótki dialog doszliśmy do klubu. Widać że był przy kasie. Zapłacił za strefę VIP. Nie jestem zwolennikiem chodzeniem do klubów tak wcześnie, najlepsza pora to gdzieś przed północą. Usiedliśmy przed barmanem. Przynajmniej ja, bo ten dupek bajerował jakieś laski.
-Poproszę wo...-nie dokończyłem bo wtrącił się Namjoon, który niezauważony podszedł do mnie.
-Ten tutaj chce coś mocnego, dla mnie również.
Barmanka pokiwała głową i zajęła się swoją pracą. Lekko się wkurzyłem, mam jeszcze język w gębie, aby odpowiadać za siebie.
-Czemu to zrobiłeś?
-Że co? Nie myśl sobie, że chcę cię upić, aby cię później zaliczyć.-zaśmiał się i wypił trunek podany przez młodą kobietę.
-Nie... Ja po prostu nie piję...
-Co?-zakpił sobie i podstawił mi pod nos kieliszek wódki.-Nie pijesz, nie palisz. Nie rób z siebie takiej świętej Maryśki. Jimin mi mówił, jak to się upiłeś i musiał cię wynosić z klubu, a później mu obrzygałeś pół mieszkania.
Czy ten debil musiał mu wszystko mówić?  Może mu jeszcze opowiadał jak spędzaliśmy ze sobą noce. Nienawidziłem jak ktoś mi rozkazywał. Mimo tego wypiłem, aby mieć święty spokój. Ten chory pojeb kupował co chwila nowy trunek. Nie miałem wyjścia, więc piłem. W sumie za dużo nie pamiętam z tamtej nocy. Pamiętam tylko te momenty, które powinienem pamiętać. Coś się stało, chyba kobieta została ataku w klubie i przyjechała karetka. Wtedy Namjoon zbliżył się do mnie i chciał mnie pocałować. Speszyłem się i spytałem się, co robi. Ten nie odpowiedział. Przynajmniej mi się tak wydaje. Wtedy włożył język do mojego gardła. Jak dobrze pamiętam to go odepchnąłem i obraziłem się. Byłem zbyt wstawiony, aby wrócić sam do domu, więc ten mnie przeprosił i wyszliśmy z klubu. Szedłem slalomem, nawet nie jestem pewien czy po drodze nie wywaliłem się kilka razy. Później co pamiętam to.... Zaprowadził mnie do jakiegoś strasznie obskurnego budynku. Nie miałem siły myśleć czemu, zwłaszcza że starszy wyprzedził moje pytanie. Mówił coś o tym, że mieszkanie jego przyjaciela było bliżej mojego, a ja jestem zbyt urżnięty, aby ze mną iść. Ale kurwa, przecież to on mnie upił. Weszliśmy, bo czemu by nie. Przecież i tak wśród bliskich miałem miano naiwnego i nieodpowiedzialnego chłopca. Następne co pamiętam to jak już byliśmy w mieszkaniu. Był tam chlew i czterech typków w wieku Jimina, przynajmniej tak wyglądali. Później tak się to potoczyło, że zacząłem się z nimi bawić. Nie chciałem tego, ale nalegali. Kiedy któryś z nich wyjął strzykawkę i wbił sobie ją w żyłę oniemiałem. JIMIN ZADAWAŁ SIĘ Z ĆPUNAMI?! Wziąłem dwa głębokie wdechy i patrzyłem jak każdy dawał sobie w żyłę. Jak już tu jestem to ja też będę musiał, tak? Łzy aż mi wypływały. Nie chciałem tego. Co jeśli któryś z nich ma HIV? Poprosiłem ich, abym mógł wyjść na chwilkę zadzwonić. Chyba mnie nie słuchali, bo nic nie powiedzieli. Mocno pijany poszedłem do sypialni która też nie była w najlepszym stanie. Od razu wykręciłem numer do Jimina. Nie odbierał. Niech to szlak. Przecież zapewne w tej chwili możliwe, że była jego kolej. A może minęła? Może jest już w domu? Lub znów miał mnie w dupie. Przecież nie chcę stać się fusem przez jakieś ćpuny! Zostawiłem mu wiadomość z dokładnymi danymi. Mam nadzieję, że coś zrozumiał z mojego bełkotu. Gdybym się nie uchlał mógłbym uciec, ale w takiej sytuacji wystarczyło być cierpliwym i twardym. Kiedy Namjoon objął mnie w talli wyszczerzyłem oczy. Nie miał prawa mnie dotykać, nawet jeśli byłem pijany. Mimo tego co ja mogłem? Nic, bo byłem już prawie nieboszczykiem. Zostałem pchnięty na łóżko i przytulony przez przyjaciela mojego chłopaka. Jedyne co zdołałem zrobić to łamanym głosem powiedzieć ,,Czemu to robisz? Przecież przyjaźnisz się z Jiminem."
-Kupiłem cię.-powiedział pewnie obejmując moje zamarłe ciało jeszcze mocniej.-Znudziłeś mu się, więc cię sprzedał.
Jimin? Ten Jimin którego znam? Ten który mi dzisiaj powiedział, że mnie kocha?
-Nie rycz. Przecież to nic złego.-wziął łyk alkoholu podając osobą przed nami.
W sumie gdybym był trzeźwy to bym się darł, że to nieprawda i próbował uciekać płacząc jakbym był na pogrzebie. Lecz wtedy to sam nie wiem co czułem. Nie chciałem tam siedzieć, czułem się brudny.  Wstałem i znów wykręciłem numer do Jimina. Beznamiętny odgłos połączenia mnie zabijał od środka. Kurwa, czemu nie odbierze. Chcę, bardzo chcę, aby ten wygrał kasting i rozwijał swoją karierę, ale ja już nie mogę wytrzymać. W końcu znów zostawiłem skonany następną wiadomość. Gdybym miał powiedzieć co wtedy mówiłem to było to mniej więcej ,,Hyung... Boję się... Bardzo się boję." Później znów wróciłem do pokoju i usiadłem obok tego palanta, aby ten sam mnie nie pchnął obok siebie.
-Zabawne to, tak?-warknąłem kiedy poczułem się pewniej.-Bawisz się mną, wszyscy się mną bawicie! Nie jestem zabawką! Mnie się nie sprzedaje ani nie kupuje!
Krzyknąłem i zerwałem się z kanapy zdając sobie sprawę, że ból głowy mnie nie opuszcza. Nie wiem ile minęło. Nie wiem też co się działo później. Zapewne po mojej rozwalonej wardze mogę rozumieć, że zostałem uderzony. Pamiętam też kiedy ktoś dowalał się do drzwi zdenerwowany. Z niewiadomych powodów siedziałem na podłodze, zapewne to się wiąże z tą wargą. Drzwi zostały wyważone silnym kopniakiem. Nie, to nie oznaczało, że ktoś miał super siłę, ponieważ te drzwi ledwo co się trzymały. To był Jimin. Cieszyłem się. Później obudziłem się w domu Jimina. Ten siedział obok mnie. Pierwsze co, to poczułem okropny ból głowy. Przystąpiłem do siadu, a kiedy Jimin zobaczył, że się obudziłem, rzucił mi się na szyję. Byłem lekko zakłopotany.  Odsunąłem lekko go od siebie. Miałem w dupie to co powiedział ten jego zasrany przyjaciel, czyli że Jimin mnie sprzedał. Urywkami pamiętałem jak byłem zły na Jimina za to, że mnie sprzedał, a ten mi się wytłumaczył. Kasting. Tylko to mi siedziało w głowie.
-I jak? Udało ci się?-spytałem się niepewnie.
-Co?
-No przesłuchanie, kasting. Wiesz o co chodzi.
-Ach....-podrapał się po karku.-Wydzwaniałeś a ja kompletnie zapomniałem wyłączyć komórkę. Na przesłuchaniu jury pozwolili mi odebrać, martwiąc się, że to coś poważnego. Kiedy tylko odsłuchałem wiadomość wybiegłem po ciebie.
Zbladłem. Zmarnował szansę DLA MNIE? Byłem bliski poryczenia się. Jak on mógł zaprzepaścić marzenia.
-Hyung...-ścisnąłem jego bluzę ze łzami w oczach.-Ale tak ciężko na to pracowałeś....
-Nie płacz.-zaśmiał się i wytarł kilka łez z moich policzków.-Za rok też jest przesłuchanie, za dwa lata i trzy. Ale ja już nigdy nie pójdę na nie, rozumiesz?-podniósł mój podbródek i uśmiechnął się.
-C-Czemu?
-Dowiedziałem się, że osobie której się uda jedzie do Nowego Jorku spełniać marzenia... Po co mam spełnić te nie warte marzenie, jeśli mam przy sobie coś ważniejszego niż jakiekolwiek marzenie...
Wtedy złączył nasze usta w delikatnym pocałunku.
-Kocham cię Hyung...-szepnąłem i jak najmocniej się w niego wtuliłem.
Czułem tylko jak gładzi moje włosy.
-Ja ciebie też...-wyszeptał.

czwartek, 10 marca 2016

Your face it haunts my once pleasant dreams-SuKook

Przyduszałem twarz dużą poduszką. Miałem ochotę krzyczeć, ale wtedy bym się rozpłakał. Chciałem uniknąć czegoś, co i tak mnie czekało. Westchnąłem ciężko w końcu wyduszając te słowa z siebie.
-Kiedy wyjeżdżasz?
Powiedziałem jak pojebany znając dokładną datę wyjazdu już od kilku dobrych miesięcy. Może chciałem w końcu usłyszeć ,,Rozmyśliłem się, nigdzie nie jadę."
-Jutro.
-Chcesz to tak skończyć?-mój głos się zarwał i przystąpiłem do siadu układając poduszkę na kolanach.
Ściskałem ją jeszcze mocniej oczekując na te bolesne słowa. Że nie chce już ze mną być, chce odejść i się rozwijać.
-Wiesz...-powiedział ze spokojem.-To nie ma sensu. Miłość na odległość nie przetrwa.
-Wierzę, że damy radę...-przełknąłem ślinę i mówiłem to z niepokojącymi przerwami.
-Wierzysz tylko w to w co chcesz wierzyć. Kiedy ja będę w Londynie, ty znajdziesz kogoś kto jest ciebie wart...
-Ty jesteś mnie wart!-wtedy podniosłem głos myśląc, że wyraziłem się dość jasno.
-Przestań! Obudź się! Życie takie nie jest!-krzyknął jeszcze głośniej ode mnie.
Cała moja pewność siebie jakby znikła. Moje oczy nagromadziły łzy, a obiecałem sobie, że nie będę płakać. Jednak było to silniejsze ode mnie. Zagryzałem coraz mocniej wargę, przynajmniej to pozwalało mi na powstrzymanie łez.
-Nie bądź dzieckiem. Wiesz dobrze, że wszystko się kiedyś kończy.-powiedział z niezwykłym spokojem, lecz pod światłem zdawałoby się, że sam miałby ochotę się rozpłakać.
-Ale... Mówiłeś....-przerwałem pozwalając sercu trochę zwolnić tempo i aby wziąć oddech.-Obiecałeś... Że my jesteśmy... Będziemy na zawsze ze sobą...
-Im szybciej o mnie zapomnisz, tym lepiej dla nas.
Uniósł się z kanapy i schował ręce do tylnych kieszeni. Westchnął cicho spoglądając na drewnianą podłogę. Również wstałem, żałosne było z jego strony, że w takiej sytuacji unikał ze mną kontaktu wzrokowego.
-Jesteś dupkiem....-wytarłem szybko łzę rękawem od bluzy.
-Ja...-zaczął niepewnie powstrzymując łzy.
-Wyduś to... Wyduś to, kurwa!-uderzyłem o mały stolik pięścią zdzierając przy tym kostki.
-Ja muszę jechać! To moje marzenie! Chcę tam się rozwijać w aktorstwie!
-No tak... Przecież kariera jest ważniejsza...-powiedziałem odwracając głowę w stronę okna i spoglądając na zachodzące powoli słońce.
-To nie tak... Po prostu... Nie zrozumiesz!
-Ach... No tak! Bo ja nigdy nic nie rozumiem! Nie żartuj!
Działał na mnie jak wyciskacz łez. Kiedy tylko ten chciał dłonią przetrzeć moje łzy, gwałtownie odsunąłem głowę.
-Zachowujesz się jak gówniarz...
 Każda sekunda ciszy podnosiła coraz bardziej ciśnienie. W końcu nie wytrzymałem i spoliczkowałem z potężną siłą chłopaka, kiedy łzy spływały strumykiem. Wtedy na ułamek sekundy, kiedy ten zszokowany dotykał czerwonego policzka przytuliłem go. Kiedy to zrobiłem wstałem i jak najszybciej wyszedłem z salonu do sypialni. Zatrzasnąłem drzwi i uderzyłem dłonią o ścianę wydając z siebie donośny krzyk. Przy każdej kłótni tak robiłem. Uciekałem przed problemem, zamiast się z nim zmierzyć. Yoongi miał rację, zachowywałem się jak rozwydrzony gówniarz. Ten chciał tylko spełniać swoje marzenia. Przecież tak to jest w życiu... Najpierw praca, później miłość. Agresywnie złapałem się za głowę i wbiłem paznokcie w skórę. Usiadłem na łóżku i kiedy miałem ochotę pójść tam i go przeprosić nagle drzwi się uchyliły. Niepewnie chłopak za nie wyjrzał nie będąc pewien czy może to zrobić. W końcu się odważył i usiadł obok mnie. Siedzieliśmy w ciszy patrząc na drewniane drzwi. Nie chciałem tak tego zakończyć. Miałem go widzieć ostatni raz w swoim życiu, a mieliśmy się rozstać w takiej atmosferze? Odwróciłem się lekko w jego stronę. Nadal ze łzami spoglądałem na jego pusty wzrok wbity w ziemie.
-Nie płacz.-w końcu powiedział wycierając łzy spływające po rzęsach i po policzkach.
Niepewnie zbliżyłem się do jego ust, kiedy ten delikatnie umieścił dłoń na moim policzku wsuwając długie palce w kosmyki włosów. Zamknąłem oczy. To słuszne? Będziemy bardziej cierpieć. Cierpienie wzmacnia. Wtedy już szybko przybliżyłem się do jego ust i delikatnie ucałowałem dolną wargę. Pierwszy raz to ja go pocałowałem i to ja prowadziłem. Później pocałowałem drugą. Wtedy spokojnie włożyłem język do jego ust. Nasze usta idealnie ze sobą współgrały. Uchylony nad nim upadłem na niego przez co spoczywałem na jego ciele. Szaro włosy wsunął dłoń pod moją koszulkę. Pozwoliłem mu to zrobić. Kiedy cicho jęknąłem do jego ucha znów naszła mnie myśl ,,Czy to na pewno tak miało być?" Mimo tego nie przestawałem. Po prostu nie chciałem. Było to silniejsze od nas. W trakcie to Yoongi zaczął płakać. Po chwili namiętnych pocałunków wtuliłem się w ukochanego zamykając ze spokojem oczy. Czułem się tak bezpiecznie przy jego ciele. Nawet nie pamiętam kiedy zasnąłem. Kiedy się obudziłem przetarłem oczy i niespokojnie dotknąłem zimnego materacu na miejscu, gdzie wczoraj leżał Yoongi. Z wysokich okien padały płaty światła na ściany. Niepewnie wstałem rozglądając się. Wszędzie były nasze wspólne zdjęcia. A to z plaży lub z jakiś imprez. Wszędzie byliśmy razem. Ociężale wstałem z łóżka zdejmując z drzwi przykuwającą uwagę samoprzylepną karteczkę z napisem ,,Przepraszam, nie chciałem cię budzić. Jak to czytasz zapewne jestem już w Londynie. Chcę abyś wiedział, że..." Musiałem się wysilić, aby przeczytać resztę, ponieważ słowa były zaplamione łzami, przez co tusz się rozmazał. ,,Możemy zostać przyjaciółmi... Takimi dalekimi...." Te słowa nieźle zabolały.
-Czyli co?... Te pocałunki... Były dla ciebie nieważne?...-powiedziałem z zapadającym się głosem lekko kpiąc.-Jeszcze wczoraj się ze mną zabawiałeś, lecz co? Teraz przyjaciele?
Kiedy miałem zakończyć ostatecznie rozdział ,,Yoongi", spalić wszystkie zdjęcia i wyrzucić jego rzeczy mówiąc przy tym ,,W moim sercu nie ma miejsca dla ciebie." Po pokoju rozszedł się dźwięk mojej ukochanej piosenki. Ktoś dzwonił.
-Gdyby mi się kurwa chciało teraz gadać.-powiedziałem kładąc nasze wspólne zdjęcie w pięknie ozdobioną ramkę ponownie na zakurzoną półkę.
,,Mój Yoongi" przeczytałem z wyświetlacza i przez chwilę się zastanawiałem czy to żart. Niepewnie machałem palcem po ekranie zastanawiając się czy odebrać. W końcu nacisnąłem zieloną słuchawkę i telefon przyłożyłem do ucha myśląc czy dobrze zrobiłem. Nikt się nie odzywał.... Słyszałem tylko ciężkie oddychanie przez telefon. Zastanawiałem się czy nie powiedzieć ,,halo".
-Cześć...-w końcu odezwał się mój ukochany.-Ja... Umm... Wyspałeś się?...
-A... Nie było źle, dziękuję.-powiedziałem cicho.
Nasza rozmowa telefoniczna nie przebiegała tak jak zawsze. Teraz była nieco bardziej krępująca. Raniąca.
-Zjedz to co ci zrobiłem...-Yoongi ponownie zaczął.-Ja...
Nawet nie pozwoliłem mu dokończyć, bo uciszyłem go swoimi słowami.
-Kocham cię.-wyszeptałem.
W słuchawce przez bardzo krótką chwilę była cisza.
-Też cię kocham.-usłyszałem w odpowiedzi
Niemalże w tym samym czasie się rozłączyliśmy zostawiając po sobie łzy na komórce. Niepewnie ponownie spojrzałem na nasze wspólne zdjęcie na ekranie i po chwili usunąłem wszystkie nasze zdjęcia. Również wszedłem w kontakty i zanim ostatnia łza zdążyła skapnąć na ekran, usunąłem kontakt ,,Mój Yoongi".

niedziela, 17 stycznia 2016

You like coffe?

Od autora-WoW, dwa posty jednego dnia? Coś tu nie gra xD Wstawiam zaległe prace, od miesięcy trudzę się, aby je wstawić, a później biorę się za nowe zapominając o starych i przez to robi się ich coraz więcej xD Tak więc.. Yhym... Psychopatyczny Jeongguk? Whut? xD Nie wiem, skąd wzięłam taki chory pomysł xD Jest to jedna z krótszych prac, więc nie musicie się obawiać xD Mimo to... Miłego czytania xDDDD

_______________________________________________________________

-A ty? Potrafisz określić co czujesz?-po pokoju rozszedł się dźwięk łamanych kości.
-A może.... Ty nic nie czujesz? Jesteś nic nie warta...
Szept który unosił się po pokoju przyprawiał o gęsią skórkę. Zanim ta zdążyła zareagować, chłopak łamał jej kolejny palec.
-Potrafisz określić... Co teraz zrobię?
W jej oczach pojawiły się łzy, które szybko zaczęły spływać po policzkach. 
-Nie rób nic głupiego.-wrzasnęła, próbując wziąć oddech przez płacz.
Po jego głowie chodziły straszne myśli, gorsze niż z jakiegoś horroru. Jego oczy wyglądały jakby całe życie z nich wypłynęło. Ucieczka była najlepsza od tego popieprzonego domu. Lecz jak ta biedna dziewczyna mogła to zrobić, jeśli jej pięści były miażdżone przez Jeongguka.
To co on robił było dla niego przyjemnością. Że też te niewinne stworzenie musiało trafić w jego ohydne łapska. Każdy kto u niego wylądował, nigdy nie opuścił tego mieszkania... Chyba że martwy... Gdy tylko ten puścił jej dłoń z uścisku potężniejszego niż uderzenie przez ciężarówkę ta go ugryzła i szybko ruszyła... Ruszyła... Właśnie... Jak mogła ruszyć jeśli ugryzienie przez tak drobną dziewczynę na niego nie zadziałało więc ten spokojnie ponownie złapał ją za ramię.
-Wiesz, co cię teraz czeka?
Kiedy to się stało, że on tak zwariował? Ścisnął jej ramię, z bólu mogła się tam rozpaść na drobny mak. Jęczała, ponieważ tylko to mogła w tamtej chwili zrobić. Gdy ten uderzył ją w tą delikatną twarz ta runęła na podłogę całym swoim ciężarem. Prześlizgnęła się pod ścianę i  kieszeni wyjęła scyzoryk, który zawsze nosiła na wszelki wypadek.
-Cholera!-syknęła gdy ten jednym prostym ruchem wykopał go z ręki.
Jej ciało umierało, ból był piekielny. Lecz Jeongguk który z pozorów był uroczy nie znał litości. Przecież w tej zabawie chodziło tylko o to... O ból... Lecz jak taka krucha dziecina mogła trafić u psychopaty? To proste, była nowa w okolicy. Kto by się nie oparł tej ślicznej buzi bruneta? Kiedy ten tylko zaproponował jej kawę w swoim mieszkaniu ta z nadzieją na coś więcej się zgodziła. Zaczęło się od kawy skończyło na łamaniu kości... Ten szczęściarz... Zawsze trafiał na takie delikatne, nie musiał się trudzić aby połamać to i owo. Gdy tylko kosmyk dziewczyny wplątał w swoje kościste palce i pociągnął ją za sobą aż do drzwi do piwnicy wyszeptał ,,Wszystkie jesteście takie same." Piwnica... Jego ofiara nigdy nie miała prawa żyć dłużej niż kilka godzin...  Czyżby możliwe że ta dziewczyna była jego najlepszą jak dotychczas ofiarą a ten chciałby mieć ją na trochę dłużej? Tak, to możliwe... Przecież to ona najbardziej z nich wszystkich jęczała z bólu. Tak czy owak jedno było pewne, na pewno nie wyjdzie stąd żywa. Jednym uderzeniem zleciała ze schodów na sam dół. Od razu po tym Jeongguk zamknął piwnice na kilka zamków i kluczy po czym usiadł na nową jasno zieloną kanapę na której były plamy szkarłatnej krwi.
-Kurwa, że musiała ją uświnić.
Brzydził się na nią usiąść. Wiedział że kiedy ją wykończy będzie musiał ponownie wydać pieniądze na nową. Każdego dnia do niej przychodził i bił. To już dwa miesiące od jej pierwszego razu u tego sadysty. Nie była to już dla niego komfortowa sytuacja, ona już pierwszego dnia powinna obracać się w grobie. Teraz już nawet nie czuł tej satysfakcji, wyższości i uczucia szczęścia. Wmawiał sobie że ofiara mu się znudziła, że jest zbyt wyczerpana aby czerpać z tego przyjemność. Ale czy to na pewno było to? Gdy sięgnął po pilot od telewizora i włączył pierwszy lepszy kanał nie mógł się na niczym skupić ponieważ niepokoiło go to, że jego ofiara nie dawała żadnych znaków życia. Może umarła? Lecz nie... Tak nie mogło być... Gdyby umarła, znów przez kilka miesięcy będzie musiał szukać kogoś kto tak samo będzie sprawiał mu przyjemność. Zapewne była zmęczona. Kto by nie był zmęczony po kilku godzinnej ,,bijatyce"?  Jak była zmęczona to zapewne to też głodna i spragniona. Może również było jej zimno? Może coś ją za bardzo boli? Czemu bohater zaprzątał sobie tym głowę? Chodziło o to aby ta czuła się jak najgorzej, lecz on czuł w głębi serca aby czuła się jak najlepiej. Może kiedy do niego przyszła za bardzo wtopił się w rozmowie przy kawie i za późno wziął się za działanie? Czyżby ten drań się zauroczył? Aby mieć święty spokój ruszył do kuchni i zrobił upojny obiad, również na tacy położył szklankę soku pomarańczowego, za to na drugą rękę zawiesił koc. Po otworzeniu wszystkich zamków nadal się wahał... Może chciała go wykiwać i przy najbliższej okazji zwiać? Tak mogłoby być gdyby nie miała połamanych kości. Zszedł na dół, i najpierw sprawdził czy żyje. Żyła. Z trudem oddychała a po jej policzkach spływały łzy. Podniósł ją z ziemi i postawił na stare krzesło, na jej kolanach postawił tace i okrył ją kocem. Na wszelki wypadek spiął również  jej nogę kajdankami i przyczepił do starego słupa zalanego asfaltem. Po tym ruszył bez słowa na górę. Następnego dnia zszedł do niej. Zjadła i wypiła to co jej dał. Nadal nie wyglądała najlepiej. Wiedział że jeśli coś do niej poczuł to musi ją wykończyć, tym razem chciał to zrobić szybko i bezboleśnie.
-Wybacz.-jęknął pod nosem aby tylko ta nie słyszała.
-Jesteś chory?!-krzyknęła rwąc się do niego aż kajdanki ją cofnęły do tyłu.-Najpierw mnie bijesz, później przepraszasz?!
Kiedy tylko wycelował spluwę w jej skroń ta zamarła. Nie z jej, lecz z jego oczu wypłynęły łzy.
Czemu tak? Nie chciał jej mordować? Za bardzo zdążył się w niej zadłużyć? To nie jest normalne, że zakochał się w swojej ofierze.
-Nie mogę!-zrzucił pistolet na ziemie.
Odpiął jej kajdanki i ostatni raz ją przytulił... Jej ciepłe ciało... Delikatne włosy... ,,Kocham cię" wyszeptał. 
-Puść mnie!-odepchnęła go od siebie.
Ten zabandażował jej wszystkie rany, po czym pozwolił jej wrócić do domu. Jak ten idiota mógł to zrobić? Powinien już dawno zakończyć jej żywot.
-Jeśli powiesz coś policji... Jeszcze się spotkamy...
Kiedy otworzył drzwi od mieszkania, jej mina była niesamowita. Po 2 miesiącach więzienia wreszcie zobaczyła słońce. Ostatni raz się na niego spojrzała i ile sił w nogach uciekła... Na jej wielkie szczęście tylko nogi pozostawił jej nienaruszone. 
Gdy tylko ta odeszła ten wyczyścił wszystkie ubrudzone od krwi rzeczy, lub pokupował nowe.
                                                                  *****
Ile lat minęło od tego wydarzenia... Od kiedy ją poznał zaczął żyć jak normalny człowiek... Nie tknął już żadnej żywej istoty... To były już jego 23 urodziny... Teraz był szczęśliwym człowiekiem... Założył czarną bluzę i wyszedł z mieszkania.
Teraz był jeszcze bardziej słodszy niż wcześniej. Gdy na końcu ulicy zobaczył nią z chłopakiem uśmiechnął się promiennie. Podszedł do niej i spojrzał w jej ślepia, ta zamarła. Rozpoznała go.
-My się już.... Znamy, prawda?-powiedział złośliwe aby wzbudzić w niej strach.
Ta przycisnęła bluzę swojego chłopaka.
-T-Tak... Tak mi się wydaje...
-Skąd się znacie?-spytał wysoki brunet, który obejmował rękę dziewczyny.
-To moja była sąsiadka... Raz zaprosiłem ją na kawę i przegadaliśmy dłuuugi czas. Mieszkała u mnie kilka miesięcy.-uśmiechnął się złośliwe a zarazem tajemniczo.
-Oooo...-jęknął chłopak zainteresowany gdy nagle zadzwonił jego telefon.
Chwilę rozmawiał a kiedy skończył był wyraźnie przejęty, cmoknął swoją dziewczynę mówiąc że się śpieszy bo coś się stało w pracy i aby dzisiaj wróciła sama. Kiedy tylko to się stało w jej oczach było wypisane przerażenie.
-No to... Może chciałabyś dzisiaj wpaść na kawę...?-wyszeptał z uśmieszkiem.

środa, 16 grudnia 2015

Jimin-Kilka strzałów.

Znów miałem ten sen... Męczy mnie od dłuższego czasu.... Siedziałem na piaszczystej plaży. Wpatrywałem się w lekkie fale które delikatnie muskały moje stopy. Widok ten uspokajał. Nawet delikatny powiew wiatru bawił się moimi włosami tworząc nostalgię. Niebo i tym razem było otulane przez milion gwiazd. Nagle usłyszałem swoje imię, głos który je wymawiał był dziwnie przyjemny i ciepły, owszem, rozpoznawałem ten głos ale także i nie. Ironia. Odwróciłem się i zobaczyłem stojącą długowłosą blondynkę z białą jak śnieg cerą. Z nieznajomego powodu płakała, ucieszyłem się na jej widok ale również nienawidziłem na nią patrzeć. Bez namysłu podbiegłem do niej i otuliłem ją a ta tylko szlochała.
Dopiero wtedy się obudziłem cały zlany potem, wstałem gwałtownie a z mojego gardła automatycznie wydostał się krzyk. Nie mogłem zasnąć więc poszedłem po szklankę wody, moje ręce trzęsły się jak oszalałe, nawet te cholerne naczynie musiało zlecieć na ziemie powodując że na ziemi było miliony małych kawałeczków szkła. To usłyszał Hyung który tak się składało że dzisiaj u mnie nocował.
-Co się stało?-spytał zaspany wkraczając do kuchni.
-Znów mi się śniła...
-To już było dawno, zrozum, zapomnij o niej...-Klepnął mnie w ramię.
-Nie mogę! Rozumiesz?! Nie mogę?! Wszystko mi o niej przypomina!-Krzyknąłem
-Zdjęcia, szafki... -Wtedy ręką zrzucałem po kolei fotografie i figurki.
-Nawet ten zasrany pokój! Wiesz że to na tej kanapie się kochaliśmy!-Kopnąłem wtedy w sofę.
Min Yoongi tylko wstał i mnie objął.
-Zrozum! To było ponad dwa lata temu! Poukładaj w końcu swoje zasrane życie!
-To była moja wina że umarła!
-To nie była twoja wina! To nie twoja wina że w dzień kiedy chciałeś się jej zaręczyć ona zginęła!
-Hyung... Ale nawet śpiąc czuję zapach jej ulubionych perfum...-Szepnąłem ze łzami w oczach.
-Wiem...

Nawet nie wiem kiedy ale zasnąłem na jego kolanach, a kiedy się obudziłem go już nie było. Wstałem, rozejrzałem się i zobaczyłem piękny porządek dawno go nie było.
Na starym stole leżało świeże śniadanie które składało się z jajecznicy i soku jabłkowego, oprócz tego na stole leżała karteczka która zawierała taką treść ,,Przepraszam, śpieszyłem się. Zjedz do końca.-Min Yoongi". Nie chciałem nic jeść, nie byłem głodny. Szarpnąłem od dłuższego czasu niepraną bluzę i ruszyłem na dwór. Było bardzo zimno, liście z każdym dmuchnięciem wiatru opadały bezwładnie na mokrą od deszczu trawę. Lubiłem taką porę, pamiętam jak Stephanie ubierała swój ulubiony sweterek spinała włosy w lekkiego koka i wychodziła aby podziwiać takie widoki. Kiedy się uśmiechała była taka piękna, i te jej śliczne dołki w policzkach. Nie ważne gdzie byłem nadal czułem jej słodki zapach. Po chwili moje zamyślenia przerwał rozbrzmiewający dzwonek do telefonu. No nic, cofnąłem się i odebrałem komórkę.
-Słucham?
-Pan Park Jimin?
-Tak. Coś się stało?
-Pamięta pan chyba że mamy się spotkać za 20 minut u mnie?
-Cholera!-Prychnąłem i się rozłączyłem, na śmierć zapomniałem.
Wybiegłem w nadal nieustającym deszczu, każdy krok powodował że czułem się coraz słabszy. W końcu dobiegłem i pośpiesznie wszedłem do budynku. Otworzyłem drzwi z plakietką ,,Psycholog" i wkroczyłem bez wahania. Kiedy już się ,,rozgościłem" i przywitałem, ta zaczęła.
-Nadal o niej śnisz?
-Tak.-Odpowiedziałem krótko.
-Zjadłeś dzisiaj śniadanie? Słyszałam że nic nie jesz.
-Nie wiem skąd pani to słyszała ale to nie pani sprawa.-Syknąłem składając ręce w krzyż.
-To poważna sprawa, od ilu już nie jesz?
-Może tak od kilkunastu dni...
Wtedy ta wstała i szarpnęła mnie do wagi każąc mi zdjąć buty i na nią stanąć, wykonałem jej polecenie.
-Niedobrze... Od ostatniej wizyty schudłeś 2 kilo...
Nie przejąłem się jej słowami, zszedłem z wagi i ubrałem buty.
-To wszystko? Mogę już iść?-Westchnąłem
-Dopiero co przyszedłeś. Powiedz tylko jak i kiedy zmarła twoja dziewczyna, powoli i bez pośpiechu.
Wtedy gula w moim gardle się podwyższyła, przełknąłem powoli ślinę, każde wspomnienie o niej mnie raniło, ale chcąc nie chcąc opowiedziałem jej.
-Był to piękny dzień... Obudziłem się przy jej ciele, w powietrzu unosił się zapach cynamonu. Jej włosy muskały mnie po twarzy... Powoli wstałem aby jej nie obudzić i pocałowałem ją w policzek. Jeszcze chwilę siedziałem, aby patrzeć jak śpi.
Ubrałem się, ogarnąłem burdel w kuchni po wczorajszej imprezie-jeden dzień temu miała urodziny. Kiedy wróciłem do pokoju ona już nie spała, spięła swoje długie, blond włosy w kucyka i mnie przytuliła na przywitanie. Zrobiła mi śniadanie które razem zjedliśmy przy stole. Po posiłku powiedziała że idzie na zewnątrz. Ruszyłem bez zastanowienia za nią a ona usiadła na huśtawkę, ja ją delikatnie popychałem za kolana aby mogła się rozbujać. Widziałem jak się uśmiechała. Kiedy dość mocno ją rozbujałem odszedłem kilka kroków w tył na co ta wyskoczyła z bujanki, tak że upadła na mnie. Leżała na moim ciele i lekko się zaśmiała, jej grzywka nachodziła na twarz a szybki oddech powodował że odlatywała. Lekko ją przybliżyłem do siebie i złączyłem nasze usta w długim pocałunku. Po chwili przerwałem i powiedziałem że obiecałem rodzicom że ich odwiedzę, pocałowałem ją w czoło i wstałem z trawy. Pamiętam jeszcze jak zatrzymała mnie po drodze do rodziców, aby mi powiedzieć żebym na siebie uważał. Po spędzeniu dnia w mieszkaniu rodziców wróciłem do swojego domu. Co dziwne drzwi były otwarte, myślałem że chciała wpuścić trochę świeżego powietrza, nie przejąłem się tym. W środku wszystko było poniszczone i pozbijane. Przerażony rozejrzałem się kilka razy w celu dojrzenia mojej dziewczyny. Pobiegłem do sypialni a ona leżała rozebrana na podłodze, była cała we krwi... Widok przyprawiał mnie o dreszcze. Sprawdziłem czy oddycha... Nie... zadzwoniłem po karetkę lecz oni tylko potwierdzili że nastąpił zgon. Tydzień później był jej pogrzeb, ubrałem garnitur i położyłem jej ulubione kwiaty na grobie. To tego dnia chciałem się jej zaręczyć...
-Powiedz jeszcze, masz jakieś rzeczy pańskiej dziewczynie?
-Wszystko w tym domu jest jej, meble razem wybieraliśmy kuchnie malowaliśmy. Wszystko jest jej!-Wrzasnąłem.
-Rozumiem...
Wtedy z swojej szklanej szafki wyjęła jakieś leki i mi je dała. Nie zastanawiałem się co to za leki, po prostu je przyjąłem i wyszedłem do domu. Oczywiście wracając, musiałem zostać skazany na przejście obok naszego ulubionego parku.
Rzuciłem lekki uśmiech przypominając sobie jak tutaj razem siedzieliśmy ale z moich oczu i tak wyroniły się łzy. Przetarłem je szybko rękawem od bluzy i ruszyłem dalej. Zanim się obejrzałem stałem już przed mieszkaniem, może to tylko moje urojenia ale nadal ją czułem i widziałem. Dotknąłem klamki i jednym ruchem ją pociągnąłem. W mieszkaniu było naprawdę zimno, chyba już nie pamiętałem co to ciepło. Nie zdejmowałem już nawet tych obłoconych butów, lecz rozsiadłem się na krwistej sofie. Kontem oka spojrzałem na zegar wiszący na ścianie, czas dłużył się w nieskończoność. Tykał monotonnie, dźwięk przesuwających się wskazówek doprowadzały mnie do szału. Za 5 minut miała wybić 17.00. Szybkim ruchem szarpnąłem alkohol leżący na małym drewnianym stoliczku i zacząłem pić trunek. Jeden łyk, drugi, trzeci. W końcu dopiłem do dna a już odurzony alkoholem wlewałem sobie ostatnie krople do gardła. W naprawdę krótką chwilę whiskey dawało po sobie znać. Szedłem pijackim slalomem do drzwi wyjściowych i ruszyłem do ogrodu. Spojrzałem na huśtawkę na której zawsze bujałem Stephanie... Wściekłość we mnie narosła i kilka razy uderzyłem pięścią w starą bujankę na co moje porozdzierane kostki zaczęły pokazywać zarysy krwi. Piekło cholernie, sam już nie wiedziałem co robię. Wyszedłem na ulicę Seulu przez którą szedłem powoli. Chodź Gan gam-ulica na której mieszkałem zawsze była tłoczna i ruchliwa tym razem świeciła pustkami. W pewnej chwili wyświetlacz od mojej komórki się zapalił a w moich uszach zabrzmiała moja ulubiona piosenka. Szybko przycisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha.
-Słucham?-spytałem krótko.
-Cześć! To ja, Kim TaeHyung!-usłyszałem roześmiany głos.
To był mój  17 letni brat, wyprowadził się z Korei aby z mamą zamieszkać w Europie, ponieważ była poważnie chora, nie fizycznie lecz psychicznie. Za granicą zapewnili jej stałe leczenie. Jej stan psychiczny się pogorszył kiedy ojciec zmarł. Nie wiedzą co u mnie i nawet nie wiedzą że już od dwóch lat moja dziewczyna nie żyje, myślą że jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.
-Co z Stephanie? Co porabiacie?
-Ach...-wydusiłem-Stephanie śpi a ja wyszedłem do sklepu...
-Mam na dzieję że dobrze się trzymacie. Nie mogę się doczekać aż was zobaczę!
-A co u mamy? Dobrze się czuje?
-Świetnie, ostatnio nawet zaczęła jeść.-Promiennie krzyknął.
-Ach... Co za ulga... Pozdrów ją, ja kończę.
-Pa!-usłyszałem po czym połączenie się urwało.
-Aish!-syknąłem i rzuciłem telefonem o podłogę.
W pewnej chwili poczułem jak ktoś mnie szarpnął za bluzę i przyparł do ściany. Aż gula mi się podniosła gdy sprawca przyłożył nóż do mojego gardła.
-Kim jesteś?!
-Może mnie kojarzysz, znam twoją dziewczynę...
-Co?
-To ja ją zabiłem, pamiętasz?-spytał ironicznym głosem
-Skąd wiesz że moja dziewczyna umarła?!
-Twoja matka mnie nasłała.... kazała najpierw zabić ją a potem cię... Swoją drogą to ta kobieta jest naprawdę pierdolnięta że płaci mordercy za zabicie jej syna...-zaśmiał się
Nie mogłem uwierzyć własnym uszom, do moich oczu nabrały się łzy. Jak ona mogła?
-Powiedziała że chce abyś jak najbardziej cierpiał, powiedziała że mam zabić cię jak najbrutalniej. Twoją dziewczynę kazała zabić dlatego, bo jej nienawidziła. Dała mi klucze, które kiedyś jej dałeś, wszedłem kiedy się kąpała. Otworzyłem kabinę i szarpnąłem na łóżko. Krzyczała twoje imię nawet kiedy ją zabijałem. To nie był ciekawy widok... Lecz nie był też najgorszy. Gorszy był wtedy, kiedy zamordowałem twojego ojca... Wnętrzności wychodziły nawet oczami. Skomlał jak szczeniak, modląc się abyście wy byli bezpieczni. Prosiła mnie też o taką jedną małą przysługę... Abym zabił twojego brata... Hymm... Powiedziała, abym zabił go podpalając i zrywając jego skórę... Nawet zapłaciła mi dwa razy więcej.-wtedy przejechał nożem po moim policzku.-Wiedziała gdzie mieszkasz i gdzie będziesz się szlajał. Lecz nie wiedziałem że aż tyle czasu zajmie mi cię szukanie.
-Nie waż się dotknąć mojego brata!
Wtedy wbił nóż w mój brzuch, poczułem okropny ból. Nieznajomy kopnął mnie kilka razy w brzuch potem w twarz... nóż zaczął wbijać już nawet w nogi przez co opadłem na ziemię.
Ciął mnie jak jakieś zwierze. W końcu wyjął pistolet... oddał jeden strzał w moją nogę.... Drugi strzał zaś był w drugą... Po chwili usłyszałem ostateczny strzał... Tym razem w moje serce...