Lista piosenek

sobota, 10 września 2016

There's a reason I won't give you up-JiHope [1]

Widziałem go po raz ostatni. Jak wsiada w pociąg i odjeżdża. Jak macha mi na pożegnanie i mimo iż był uśmiechnięty, to oczy aż mu się świeciły od łez. Tak cholernie długo się szykowałem na odprowadzenie HoSeoka na peron, aby mnie zapamiętał jako pięknego chłopaka, lecz tak naprawdę on unikał przez całą drogę ze mną kontaktu wzrokowego, że aż sam nie wiem, czy chociaż zapamiętał, jak ułożyłem dla niego włosy. Pociąg zniknął i zniknęło wszystko, co dla nie ważne. Poczułem nieprzyjemny chłód i chciałem już być w domu, aby zatopić się w kołdrze i zamieszkać na łóżku. Nie dziwię się moją reakcją. Miałem dopiero siedemnaście lat i w sumie byłem nadal gówniarzem, który potrzebował miłości. Sam nie wiedziałem co czuję, bo moje uczucia jako dorastającego chłopaka, były trudne do zidentyfikowania. Gdyby tego dnia HoSeok miałby odejść i zniknąć tak jakby nic między nami nigdy nie było, to zatrzymałbym go dla siebie za wszelką cenę. Zatopiłbym go w ramionach i nie puszczał, dopóki on przestałby się opierać. A gdyby ten odszedł, to po prostu bym go znienawidził i uznałbym go za samoluba. Tamtego dnia już nie wychodziłem spod kołdry. Następnego dnia było to samo. Dopiero po jakimś czasie odważyłem się do niego napisać. Nie napisałbym pierwszy, gdybym nie wiedział, że przecież HoSeok jest idiotą i nigdy nie pisze pierwszy, jakby żył zasadą "Jimin jest młodszy, więc niech on do mnie napisze." Spytałem się, jak jest w nowym mieszkaniu i czy zdążył pozwiedzać tak wielkie miasto, jak Nowy York. Kiedy odpisał, to zaschło mi aż w gardle. Nie wiem czemu, nigdy tak nie miałem. „Jest fajnie :>". To miała być odpowiedź? Toż kurwa się postarał. Może napisał tak, bo wcale nie było fajnie, bo czuł się samotny, albo po prostu uznał, że w Nowym Yorku są fajniejsi chłopcy ode mnie i uznał, że takimi odpowiedziami może mnie spławić. Westchnąłem i wysłałem mu uśmiechniętą buźkę. Każde kolejne dni były lepsze. Coraz więcej pisaliśmy, a ja łapałem powolną depresję przez tę cholerną tęsknotę. To trwało coś około trzech lat, czyli inaczej do dzisiaj. Piszemy nadal, a przez to, że jestem już dwudziestolatkiem, to nasze rozmowy stały się jeszcze bardziej erotyczne i odważne. Jako dwudziestolatek też miałem już ochotę na seks i to nie z byle kim, ale z HoSeokiem. Czasem też zdarzyło mi się spytać, kiedy się spotkamy, ale ten mi mnie spławiał, natychmiastowo zmieniając temat. Wtedy nadchodziły te czarne myśli „Może mnie zdradza?" „Może dla niego nie jestem już jego chłopakiem, ale kolegą, którego nie chce zranić, ale ma kogoś już innego. Ładniejszego i seksowniejszego". Nadeszły wakacje. Powinienem w sumie odwiedzić swoich rodziców, bo dawno ich nie widziałem. A dokładniej nie widziałem ich od przeprowadzki, ale w sumie jak sami się nie upominają o spotkanie, to nie będę się narzucał. Usiałem na kanapę i włączyłem jakiś serial. HoSeok napisał, że przez kilka dni nie będzie miał czasu i nie możemy pisać. Zawiodłem się w sumie, nie miałem nic do roboty, jeśli rodziców nie było, a mój chłopak nie mógł ze mną pisać. Minął już jeden dzień, dwa, trzy i w końcu usłyszałem dźwięk mojego telefonu, więc sięgnąłem po niego i sprawdziłem, kto napisał, choć znając mój jakże szeroki krąg przyjaciół, to podejrzewałem, że to tylko reklama. Jednak nie tym razem. Napisał HoSeok. Gdyby się dało, to zakrztusiłbym się powietrzem ze zdziwienia. On praktycznie nigdy do mnie pierwszy nie pisze. Odebrałem ją: „Pisałeś, że przeprowadziłeś się rok temu, prawda? Twój adres, który mi podałeś, jest aktualny?" nietypowa treść, odpasałem, że tak, a ten mi napisał, że chce mi wysłać pocztówkę z Nowego Yorku. Chyba chciał mnie jeszcze bardziej zdołować. Heh, ciekawe czy jego rodzice o tym wiedzą, że nadal jesteśmy razem. Z tego, co pamiętam, to jego matka mnie traktowała jak swojego syna, lecz ojciec mnie nienawidził. Sięgnąłem ze stołu puszkę pepsi i wziąłem kilka łyków. Nienawidzę, jak temperatura sięga tak wysoko. Kolejny dzień. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Ktoś ładnie się dopierdalał, a ja dopiero co się obudziłem. Była już 17.30, zawsze spałem długo, ale dzisiaj przesadziłem. Ogarnąłem fryzurę i się ubrałem. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem czekoladowe włosy, które chowały się za czapką. Chłopak zdjął nakrycie z głowy. Szczupła twarz łudząco podobna do HoSeoka. HoSeok? HoSeok przecież był grubszy. Nie jakiś tłusty, ale miał duże policzki, a ten tych policzków nie posiadał.
-Jimin?
-T-Tak...-wydusiłem, nie rozumiejąc, o co chodzi.
-Tęskniłem.-szepnął z lekkim uśmiechem, ale się nie ruszał, jakby bał się mnie przestraszyć.
Nie mówiłem nic. Jakbym ogłuchł i nie słyszał nic. Jakbym oślepł i nie widział nic. Czułem się jak laleczka. Odezwać się? Ale co powiedzieć?
-Jest pan nowym listonoszem?-spytałem niepewnie, wychodząc na głupca.
-Można tak powiedzieć. To ja. HoSeok.-parsknął lekko i zbliżył się niepewnie, aby mnie nie spłoszyć.
-To głupi żart, prawda?-spojrzałem na palce swoich stóp, czując, jak oblewa mnie fala gorąca.-Co ty tutaj...
Moje serce biło niewyobrażalnie szybko. Nie wiedziałem jak zareagować. Krzyczeć ze szczęścia, płakać, zatrzasnąć mu drzwi przed nosem?
-Potrzebowałem cię zobaczyć...-szepnął i mnie przytulił.
Czułem na sobie miłe ciepło. Ramiona, które mnie dotykały i duże dłonie, które muskały moją szyję. Chciałem bardzo odwzajemnić pieszczotę, ale moje dłonie nie były zdolne do tego czynu, więc zwisały bezradnie w powietrzu jakby żyły swoim życiem. Marzenie, które było jeszcze niedawno tak niemożliwe i odległe w jednej sekundzie się spełniło. Nie, moje marzenie stało przede mną i mnie tuliło. Szczeniackie by było w tej chwili zacząć płakać. Niepewnie dotknąłem dłońmi jego pleców.
-Nie wierzę... To takie... Dziwne...
-To, że nie przyjechałem do ciebie wcześniej, jest dziwniejsze...-wyszeptał.
Nie wytrzymałem. Kilka pojedynczych łez skapnęło na jego bluzę. Oby tego nie poczuł, nie może wiedzieć, że płaczę jak gówniara.
Odsunęliśmy się od siebie powoli i spojrzeliśmy sobie w oczy. Zmienił się. Wiem, że oprócz tej nudnej pracy papierkowej w wielkiej branży, w wolnych momentach ćwiczy taniec, więc się nie dziwię, bo sam kiedyś tańczyłem i wiem, jak to zmienia sylwetkę. Ciekawe, czy charakter mu się też zmienił?... Znaczy, kiedy pisaliśmy, to był taki sam, ale to tylko pisanie...
-Czemu przyjechałeś?-spytałem, pociągając nosem.
-Nie mogłem odwiedzić swojego chłopaka?-spytał, obejmując mnie w talli.
-M-Możesz... Jasne, że możesz... Tylko nie mogę uwierzyć, że to naprawdę ty...
-Nie wierzyłeś, że przyjadę?
-Szczerze, to myślałem, że już cię nigdy nie zobaczę.
-Aż tak spieprzyłem, że tak myślałeś?-szepnął i delikatnie mnie przyciągnął do siebie.
-No, troszkę się nie postarałeś Hyung...-parsknąłem cicho.
HoSeok zbliżył się do mnie powoli, niepewnie lekko garbiąc się, aby być na mojej wysokości. Nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów.  

[a/n]
kochajcie te gówno i tyle XDDDDD

piątek, 17 czerwca 2016

Drink, fuck, talk, cry-Jikook

Drink Jeongguk upił kilka łyków alkoholu. Nie czuł umiaru. Był najebany w trzy dupy, ale jednak mógł wypić jeszcze więcej. Jiminie jednak tylko na niego spoglądał. Oboje są wolni, więc nie zamierzał mu kazać przestać. Tak, taką umowę zawarli. Łączy ich tylko seks. No cóż, Jimin nie mógł się w nim zakochać, choć sam już powoli czuł, że on tak nie potrafi, ale czemu Jeongguk tak się schlał? Bo zrozumiał, że on właśnie się zakochał... Nie trułby się wódką, gdyby nie fakt, że zakochał się w chłopaku, który jest tylko do pieprzenia. Ta myśl rozsadzała Jeonga od środka. Czuł się obojętny dla Parka. Ostatnio nawet przeprowadził ,,mały" eksperyment. Przespał się w ich wspólnej sypialni z jakimś dupkiem ze szkoły, a Jimin tylko idiotycznie przeprosił, że im przeszkodził. Powinien w tamtej chwili rozpętać wojnę. Cisza jest jeszcze gorsza niż krzyki, więc chciał, aby Jimin zrobił awanturę, ale tak się jednak nie stało. Tak naprawdę w tamtej chwili Rudzielca rozpieprzało ze złości, poczuł ból w klatce piersiowej, kiedy zobaczył ten odrażający widok. Jego Jeongguk.... Nie, nie jego. Jeongguk nigdy nie był jego i nie będzie. Tak mówił do siebie starszy. Teraz oboje muszą przez swoją głupotę cierpieć. Jimin mało wypił. Nie chciał się spijać, aby mieć na oku poczynania młodszego. Nie chciał go zgubić z pola widzenia i chciał mieć pewność, że ten jest bezpieczny. W końcu Jeongguk powiedział te zbawienne ,,Jimin. Wróćmy już." Lekko speszyło go tylko to, że ,,jego skarb" nie nazwał go ,,hyung". fuck W mieszkaniu Jeongguk nie miał zamiaru się bawić. Zerwał z chłopaka elegancką koszulę i rzucił go na blat. Podniósł go i ścisnął jego pośladki. Jiminowi to nie odpowiadało. Taki schlany Kookie miał go przelecieć? No ale cóż... Przegrał walkę ze sobą i pozwolił mu działać. Jeongguk zdjął natychmiastowo swoje i jego spodnie wraz z bokserkami całując obojczyki Jimina. Później językiem pieścił jego szyję. Choć chłopiec był typem osoby, która lubiła jak to Jimin jest na górze tak samo, jak lubił długą i romantyczną grę wstępną, to tym razem jako napalony i upity ze złamanym sercem chłopak wszedł od razu do wnętrza Parka. Tak bez ostrzeżenia, bez pobawienia się męskością hyunga. Nic. Po prostu wszedł na SUCHO w swojego partnera łóżkowego. Rudzielec krzyczał, a widząc, że Jeongguk nie pobawił się nawet w wolne ruchy i od razu poruszał się naprawdę szybko w jego wnętrzu to wtedy nawet piszczał. Zdzierał głos, a ból był niedopisania. Nie czuł ani grama przyjemności, co było aż niewiarygodne, bo Jeongguk ogółem był najlepszym kochankiem na świecie. Jimin miał ochotę uciec, miał żal do siebie, że dał się przeruchać dzieciakowi i to tak ostro. Pchnięcia były intensywniejsze i jeszcze bardziej rozrywały starszego. Chciał czuć przyjemność, bo za tym bólem na pewno gdzieś się kryła, ale nawet niedane było mu jej szukać, bo łzy okryły jego oczy. Po chwili Jeongguk trafił. Tak, trafił w miejsce tak długo oczekiwane przez Parka. Po kilku pchnięciach rudzielec czuł tylko falę przyjemności. W końcu doszli, oboje. Może w innym czasie, ale ważne, że doznali spełnienia. Park wiedział jedno — Nie chce już nigdy być na dole, zwłaszcza z tak napalonym chłopakiem. Nigdy. talk -Hyung. Musimy porozmawiać...-szepnął niepewnie Jeongguk. Jimin uniósł ze zdziwienia brew, ale po chwili przysiadł się na kanapę do chłopaka. -Co chcesz? Brzmiałeś poważnie. Coś się stało? -Jak wygląda nasza relacja?-spytał, bawiąc się swoimi palcami i nie utrzymując kontaktu wzrokowego. ChimChim był zmieszany tym pytaniem. Sam już naprawdę nie miał pojęcia, jak wygląda ich relacja. Nie wiedział, co czuje młodszy i nie miał pojęcia, co on sam czuje. Był zagubiony. Z chęcią by odpowiedział ,,Nasza relacja, to miłość." ale to mógłby być błąd, który odstraszy tego słodkiego chłopaczka. Więc powiedział to, co ustalili rok temu. -Nasza relacja, to czysty seks. Taki bez zobowiązań.-odpowiedział, ale czuł, że jego głos drży. Tak bardzo nie chciał tego mówić, ale już za późno. W oczach Jeongguka, zebrały się łzy, aby nie wyszły na światło dzienne, chłopak złożył usta w wąską linię i odchylił głowę do góry. Ta reakcja lekko zgubiła starszego. Nie miał pojęcia, co czuje młodszy, bo ten świetnie ukrywał uczucia. Wiedział jednak, że pod tą kamienną twarzą jest gdzieś daleko mały chłopczyk. -Co do mnie czujesz?-powiedział i w międzyczasie modlił się, aby jego głos się nie załamał. -C-Co czuję? Sam nie wiem... Czuję...-nie dokończył, bo jego wypowiedź została przerwana przez głos młodszego. -Co byś zrobił, gdybyś zobaczył mnie, jak całuje się z innym chłopakiem? -Zabiłbym dupka.-pomyślał. -Zaakceptowałbym to. Przecież na tym nasza relacje polega.-jego głos był tak bardzo przekonujący, że Jimin skarcił się w myślach za to. Czemu jego język nie chciał współgrać z sercem? Nienawidził siebie za to. Czemu tak to musi wyglądać? Sam nie miał pojęcia, skąd te pytania z ust młodszego. -Dobrze. Jak to tak wygląda, to...-powiedział cicho i spuścił bardzo nisko głowę.-Pozwól mi na ostatnie pytanie. Jimin chciał płakać, zapaść się pod ziemię i już nigdy stamtąd nie wychodzić. -Pamiętasz, co dokładnie zawierała umowa? -Seks bez zobowiązań. Każdy może znaleźć partnera, a umowa nadal trwa...-chciał dalej wymieniać, ale jego wypowiedź znów nie mogła być dokończona. -Nie to. Moment, w którym kończy się umowa. -Nie rozumiem, do czego zmierzasz. Możesz mi to wyjaśnić?-spytał niepewnie.
-Muszę się czegoś dowiedzieć. Muszę być pewien swoich uczuć i twoich. Po prostu odpowiedz.... Proszę... 
-Jeśli któryś z nas...-przerwał, znając tę okropną formułkę.-się w sobie zakocha, umowa zostaje przerwana... 
-W takim razie to koniec. Musimy to skończyć... 
Jimin był naprawdę idiotą, bo nie rozumiał, o co mu chodzi, jakby zapomniał swojej wcześniejszej wypowiedzi.
 -C-Czemu? 
-Hyung...-wyszeptał, klepnął w swoje kolana i szybko wstał z wymuszonym uśmiechem.
-Dobrze się z tobą ,,pracowało" Park Jimin. Mam nadzieję, że się kiedyś zobaczymy. Po swoje rzeczy przyjedzie moja siostra, u której prześpię tę noc.
 -A-Ale, o co chodzi? 
-Pa.-powiedział i zignorował pytanie starszego.
 Od razu, kiedy zamknął za sobą drzwi od niestety już TYLKO mieszkania Parka, to wypuścił te natarczywe łzy, które od jakiegoś czasu prosiły o wypłynięcie.

cry 

Już minął tydzień. Jimin już od jakiegoś czasu nie patrzy na kalendarz i nie ma pojęcia ile już siedzi w domu. Tego dnia była cholerna burza. Park wiedział, jak Jeongguk się jej bał. Wtedy to były jedyne momenty, kiedy go przytulał. Chciał go odzyskać, ale był tchórzem. Dopiero do niego dotarło, co czuje młodszy względem niego. W końcu wstał z podłogi, wziął jakąś bluzę z kanapy, włożył buty i wyszedł. Kiedyś czarnowłosy mu mówił, gdzie jego starsza siostra mieszka, więc pokierował się tymi słowami. Po drodze zaczęło padać. Normalnie jak w jakiejś gównianej dramie. Był cały mokry, było mu zimno i chciał wrócić, ale tym razem z Jeonggukiem. Zapukał do drzwi i czekał na odzew. W końcu otworzyła jego siostra. 
-Czemu tutaj jesteś? 
-Jest Jeongguk? 
-Jest, ale nie chce cię widzieć. 
-Będę samolubny i udam, że tego nie słyszałem. Wpuścisz mnie, czy mam marznąć? 
-Bierzesz mnie na litość?-westchnęła i wpuściła go. 
Dom był dość duży, więc Jimin nie wiedział gdzie się kierować. Dziewczyna mu pomogła, wskazując palcem na schody i mówiąc, że są to pierwsze drzwi od lewej. Posłuchał się jej i bez pukania wbiegł do pokoju. Widział tylko zapłakanego Jeongguka na łóżku. Sam nie miał pojęcia, czy płacze przez burze, czy przez niego. 
-Jeongguk...-wyszeptał. 
Zza okna było słychać głośny grzmot, a młodszy drgnął ze strachu. 
-Spytałeś się mnie o nasze relacje... Kocham cię... Bardzo, najbardziej na świecie. Byłem głupi, że wtedy ci nie powiedziałem prawdy. Z oczu wyronił łzy i siadając na łóżko chłopaka, przytulił go do swojej piersi. 
-Wiem Hyung... Nadal jesteś idiotą i to nic się nie zmieni.-wyszeptał i wtulił się w niego, jak najmocniej łącząc ich usta w pocałunku. 
Języki świetnie ze sobą współgrały i chłopaki bez skruchy mogli przyznać, że to ich najlepszy pocałunek. 
-Wrócisz ze mną do domu?-wyszeptał między pocałunkami starszy. 
-A powiesz to jeszcze raz? 
-Kocham cię
-Ja ciebie też i pójdę z tobą, gdzie chcesz.-zaśmiał się i położył go na łóżku, aby nad nim zawisnąć.

niedziela, 22 maja 2016

Are you happy now? - YoonMin

Ostrzeżenia: Sceny erotyczne i liczne przekleństwa.



-Zabiję cię, jeśli jeszcze raz tak do mnie powiesz!-krzyknął Jimin uderzając pięścią o stół.
-Jak?! Nie mam na ciebie mówić ,,kurwa" czy też ,,dziwka"?!
-Mówiłem już!
-Pierdol się! Czemu pieprzyłeś tego gówniarza?!
-Gdybyś znał całą sytuację i nie byłbyś taki zazdrosny, to nawet byś nie pomyślał o mnie jak o dziwce! To był kolega i pisząc do mnie ,,Spotkajmy się na powtórkę" nie miał na myśli tego, co ty!
-Aha, czyli teraz to moja wina?!
-Tak!
-Wiesz co?! Ruchaj nawet swoją matkę. Mam cię dosyć!
-Mojej matki w to nie mieszaj!
-Była tak samo puszczalska, jak ty!
Jimin nie zniósł tego i z ogromną siłą uderzył w twarz swojego ukochanego. Yoongi przetarł krew z wargi i również mu oddał z większą siłą. Teraz to była kwestia czasu, kiedy wszystko stanie w ruinach. Ktoś z nich mógłby to zakończyć, ale nikt nie chciał. Tacy już byli. Jimin w przypływie wściekłości, wyrzucił przez okno z ósmego piętra zeszyt z wszystkimi piosenkami Min'a z satysfakcją obserwując, jak ten spada na sam dół. Po oczach starszego dało się rozpoznać wściekłość,
najzwyczajniej dostał napadu furii.
-No co? Uderzysz mnie?!-krzyknął Jimin odsuwając się od okna i idąc tyłem, dopóki nie nabił się na ostry róg stołu. Park nie musiał dostawać odpowiedzi, bo ją doskonale znał. Blondyn złapał go za szyję i ścisnął tak, że drugi nie miał już tlenu w płucach. Później rzucił go na stół, z którego pospadały talerze ze śniadania i kilka książek Jimina oraz laptop. Yoongi usiadł na jego biodrach, nadal nie puszczając szyi. Młodszy ręką sięgnął dłonią do włosów blondyna i ledwo co złapał je i szarpnął tak, że Yoongi uderzył o róg stołu, na co ten go puścił, a Jimin szybko wstał.
-Zabiję cię kurwo!-Yoongi wstał i zaczął biec do chłopaka, nie zważając na krew spływającą po jego czole i stole.
Rudzielec pobiegł do kuchni i widząc, że już nie ma ucieczki, bo starszy był zbyt blisko, to przeskoczył przez blat, zrzucając wszystkie przyprawy i swój telefon, który wcześniej tam położył. Po schodach wbiegł do sypialni i się zakluczył. Yoongi nerwowo uderzał pięściami, a kiedy to nie poskutkowało, to odszedł na kilka kroków i był w całkowitej ciszy, a młodszy znów nabrał się na tę sztuczkę i otworzył drzwi. Wtedy Min szybko wbiegł do środka. Jimin wyrwał lampkę z kontaktu i uderzył nią starszego, przez co na ich dywan skapnęło kilka kropel krwi, a kochanek upadł. Po tym Jimin chciał uciec z pokoju, ale jego noga została owinięta dłońmi Yoongi'ego.
ChimChim, aby utrzymać kontrolę, złapał za klamkę, aby nie upaść. Nie było to dobrym pomysłem, bo kiedy blondyn wstał z ziemi, złapał go w pasie, ciągnąc z całych
sił, co poskutkowało wyrwaniem klamki przez Jimina. Obydwoje spadli na dywan, a Yoongi szybko wstał i uderzał nogą w brzuch swojego kochanka. Żaden nie miał już siły do walki. Jimin powoli tracił przytomność, ale nie chciał wydać się słabszy. Wstał dość powoli, wybiegł z pokoju, uciekając do łazienki, gdzie jego chłopak zostawił telefon, kiedy się kąpał. Złapał jego komórkę i zagroził drugiemu, że go rozbije.
-Oddaj!-Yoongi chciał wyrwać komórkę, przez co smartfon wyślizgnął się młodszemu z ręki i wpadł do wanny pełnej wody. Min w przypływie wściekłości wziął chłopaka za włosy i uderzył jego głową o lustro, które rozbiło się na drobny mak. Jimin złapał się za tył głowy i z bólu opadł na ziemie. Kiedy widział, jak jego ukochany tak go zostawia, to wziął perfum, który podczas bójki spadł razem z innymi kosmetykami i trafił mu z mocną siłą w plecy. Blondyn nie mógł znieść tego i podniósł go za ubrudzoną od krwi koszulkę do góry.
-Co ty sobie wyobrażasz?!
Jimin zaśmiał się cynicznie i zamachnął się na chłopaka, uderzając go w twarz. Ten upadł na ziemie, a zmęczony Park po prostu wyszedł, jakby nigdy nic. Yoongi siedział tak na ziemi i zdołowany zatopił twarz w dłoniach. Po chwili wstał i zszedł na dół. Nie było go. Wyszedł. Wszystko znów było porozrzucane i od krwi. Min zrobiło się głupio, że tak go potraktował. Wiedział, że to też jego wina. Że mogli porozmawiać na spokojnie. Poszedł do lustra w salonie, które obeszło się bez uszkodzeń i spojrzał na swoje marne odbicie. Miał rozwaloną wargę i łuk brwiowy oraz rozbitą głowę, z której nadal ciekła krew. Nie chciał nawet patrzeć na resztę ciała, bo na pewno nie było w lepszym stanie niż twarz. Podszedł do drzwi wyjściowych i przez chwilę zastanawiał się, czy nie pójść szukać ukochanego. W końcu nacisnął na klamkę, a za drzwiami zobaczył Jimina. Naprawdę się ucieszył. Dopiero teraz dostrzegł, jak wygląda jego miłość. Dużo siniaków i pokaleczona twarz z podbitym okiem oraz fioletowo-zielony ślad po duszeniu. Kochankom zeszkliły się oczy, a Jimin wystawił zeszyt, który wyrzucił. Yoongi lekko się uśmiechnął i przyciągnął go do siebie, zamykając drzwi. Złapał go za nadgarstki i przycisnął do ściany, całując jego skaleczoną wargę. Widząc, że Jimin rozchylił wargi, wtargnął tam ze swoim językiem. Później podniósł kochanka, a ten go obwiązał nogami, przez co szli do łóżka, obijając się o ściany. Zobaczywszy jak słabo im wychodzi chodzenie w takiej pozycji, po prostu Yoongi położył Jimina na stole. Jimin uchylił głowę, a starszy gwałtownie przyssał się do jego szyi, trzymając jego pośladki. Potem złapał zębami koszulkę swojego partnera, szybko ją podwyższając, a Jimin widząc, jak jego chłopak robił to nieudolnie, sam dokończył zdejmowanie odzienia. Na żebrach Parka były liczne obicia i siniaki, a więc blondyn próbował ich nie dotykać. Oboje w międzyczasie zdjęli resztę swoich ubrań, wraz z bokserkami, nie mając ochoty na jakąś grę wstępną. Yoongi językiem zjechał do penisa lekko go liżąc. Po chwili miał go całego w ustach, czując, jak ten zaczyna po chwili stawać. Przyśpieszał ruchy, po chwili je zwalniając. Bez zbędnego bawienia się od  razu wypuszczając jego penisa z ust, wszedł na sucho w kochanka, przez co Jimin krzyknął z bólu. Blondyn poruszał się w jego wnętrzu bardzo szybko, powodując jeszcze większy ból u młodszego. Jednak nie bardzo się tym przejmował, po prostu oczekiwał spełnienia. Po chwili słyszał już tylko jęki od swojego ukochanego spowodowane przyjemnością. Już wiedział, że uderza we właściwy punkt.
-Yoon-Yoongi... Mocniej...-usłyszał i nie czekał nawet chwili, żeby wykonać polecenie.
Kiedy po kilku pchnięciach doszli, zostawiając na sobie ślady, Yoongi pocałował chłopaka i wysunął się z niego, po prostu go przytulając.
-Przepraszam.-szepnął.
-Słyszałem to słowo tyle razy od ciebie, że aż sam nie wiem, czy w nie wierzyć.-zaśmiał się.
     
-Jesteś pewny, że nie powinien cię zbadać lekarz?-spytał zatroskany.
-Hyung... Pytasz mnie się o to po raz kolejny, a ja mówię ci, że nie. Sam też powinieneś się zbadać. Co tym razem powiemy pielęgniarce? Znów wciśniemy jej bajeczkę, którą wciskamy jej od kilku lat, czyli ,,Ktoś mnie napadł." Zresztą to ty mnie tak urządziłeś.
-Pielęgniarce gówno do tego, co nam się dzieje. Ma nas zbadać i już, a ta w jakąś świętą Teresę się bawi.
-Musi się o to pytać. Musi wiedzieć, czy nie jesteśmy ofiarami przemocy.
-Uważasz, że jesteś ofiarą przemocy?-zaśmiał się Yoongi przytulając się do chłopaka.
-Jak ci potrafię oddać, to nie czuję się specjalnie poszkodowany. Daj mi spokojnie umyć naczynia, dobrze?-powiedział Jimin wycierając kolejny talerz.
-Aish. Jesteś beznadziejny.-warknął starszy i usiadł na krzesło w kuchni.
-Hyung, wychodzę za chwilę. Poradzisz sobie sam?-spytał, jakby uważał go za dziecko.
-Myślisz, że jestem kaleką?-zaśmiał się cynicznie.-Gdzie idziesz? Chcesz, abym sprzątał ten bałagan sam? Zresztą powinieneś mieć jakiś zakaz, wrzuciłeś do wanny mój telefon. Masz szczęście, że jest cały.
-Idę tańczyć. Wiem, uważasz, że to głupie, ale ja kocham to robić. A tak ogółem to sam zacząłeś bójkę, więc sam sprzątaj.
-Tańczyć? Ogłupiałeś? Po co tańczyć? Chcesz zniszczyć swoje życie?
-Kocham to robić... Tatusiu.-powiedział na złość, widząc, jak jego chłopak próbuje ojcować.
-Nie mów tak do mnie. To ohydne.-warknął i zaczął jeść kanapki, które wcześniej przygotował.-Zresztą kto cię będzie uczył? Bo ktoś to musi robić, prawda?
-Będzie tam mój trener. Jest naprawdę dobry. Pozwolił mi nawet, abym trenował u niego za darmo. Nauczymy się dzisiaj podstaw tańca. Nie bój się. Jest 100% hetero.-zaśmiał się.
-Też bym tak powiedział, widząc takiego słodkiego chłopca, który wygląda niczym dziewica.-warknął.
-On mi tego nie powiedział, ale wiem, że jego ŻONA jest w ciąży.
-Wielkie mi halo. Ruchać na boku to też mogę. Nigdzie nie idziesz.
-Hyung. To moje marzenie.-powiedział smutny, kończąc myć naczynia.
-Marzenie?-zaśmiał się.-taniec to może być najwyżej hobby.
-A ty?! Kochasz pisać piosenki i twoim marzeniem jest zostanie raperem, więc nie rozumiem, co różni się jedno od drugiego!
-Może tym, że śpiewanie do czegoś prowadzi!-krzyknął, nie wytrzymując.
-Jesteś żałosny!
Jimin, aby uniknąć konfliktu, wziął torbę, w której miał potrzebne rzeczy do treningu i wyszedł bez żadnego ,,pa". Yoongi'ego wysadzało od środka. Chciał rozpieprzyć każdy talerz. Podszedł do lodówki i wyjął kilka mocnych piw, rozsiadając się przed telewizorem. Szybko je wypił i tyle wystarczyło na jego słabą głowę, aby woda sodowa uderzyła mu do głowy. Siedział tak do wieczora, oglądając seriale i pijąc kolejne piwa. Po chwili dostał wiadomość od swojego chłopaka. ,,Przepraszam, trening się przedłużył. Muszę doszlifować jeden podstawowy ruch. Nie czekaj na mnie." Yoongi nie wierzył w żadną część tych zdań. Uważał, że rudzielec właśnie sprzedaje się, aby nie płacić za kursy. W oczach pijanego blondyna widział Jimina tylko jako dziwkę, którą się wypożycza. Tak naprawdę młodszy chciał spełnić jedno ze swoich wielkich marzeń i nie myślał o tym, aby puścić się gdzieś na boku, bo kochał Yoongi'ego zbyt mocno. Tymczasem cały odurzony Min czekał tylko, aż wróci jego chłopak. Kiedy usłyszał przekręcanie kluczyka w drzwiach, a później zobaczył swojego ukochanego spoconego i zmęczonego, od razu na jego twarzy zawitał cyniczny uśmiech.
-Jak było?-spytał.
-Dobrze. Jestem wykończony. Hyung, czemu jeszcze nie śpisz?
-Ach, tylko się zastanawiałem...-nie dokończył, tylko wstał i podszedł do Jimina podnosząc palcem jego podbródek z nic niezdradzającą miną.-jak mój chłopak bawił
się przy pieprzeniu trenera od siedmiu boleści.
-Hyung...-jęknął zdziwiony, odkładając klucz na półkę i torbę obok swoich nóg.-o czym ty mówisz?
-Nie wiesz?-zaśmiał się.-Ile moja dziwka wymaga za seks. Ten trenerek to ile ci dał?
-Ale... Przecież cię nie zdradziłem.-zająknął się przerażony, widząc wściekłość w jego oczach.
-Ciekawy jestem, ile razy się puściłeś w liceum za prace domowe.
-Nie mów tak... Wiesz, że taki nie jestem.-Jimin był zdezorientowany tym  jak się zachowywał jego chłopak.-Za dużo wypiłeś, pogadamy jutro. Idź spać.
Rudzielec chciał przesunąć delikatnie chłopaka i pójść spać, ale Yoongi go złapał za ramiona i przykuł do ściany bez drogi ucieczki. Przybliżył się do niego i spojrzał w jego oczy.
-Dziwko... Ile ja mam zapłacić za jedną BRUTALNĄ noc z tobą?-spytał.
-Śmierdzisz alkoholem. Nie gadaj bzdur i idź spać.-Jimin westchnął, bo nie podobało mu się zachowanie starszego.
-Ze mną już nie chcesz się pieprzyć? Trudno, sam sobie poradzę.
Yoongi agresywnie zdjął z chłopaka kurtkę i brutalnie wpił się w usta Parka, wkładając jak najgłębiej język. Potem ugryzł wargę partnera aż do krwi, którą szybko usunął językiem. Złapał za pośladki Jimina i podniósł go do góry, próbując dobrać się do jego penisa. Rudzielcowi się to nie podobało, nawet troszkę zeszkliły mu się oczy. Próbował odepchnąć starszego, który agresywnie zjeżdżał do spodni chłopaka, ale ten był jak pijawka. Jimin był przerażony w tamtej chwili, choć kiedyś nie wierzył, że istnieje coś takiego jak strach. Lubił brutalny i agresywny seks z zaskoczenia i w innym wypadku bardzo by go to kręciło, ale on wiedział, że Yoongi widział go jako dziwkę, a on chciał mu udowodnić, że tak nie jest. Nie wiedząc, jak ma zareagować, po prostu spoliczkował Mina i szybko uciekł do sypialni. Rzucił się na łóżko i kompletnie się rozpłakał. Czuł się żałosny. Dla niego to było jak próba gwałtu przez WŁASNEGO chłopaka. Nie potrafił zasnąć, wiedząc, że Yoongi jest niedaleko.
     
-Przepraszam...-wydusił i chciał przytulić Jimina, ale ten go odepchnął.
-Nie chcę z tobą rozmawiać. Wczoraj nazwałeś mnie dziwką, którą chciałeś wydymać bez zgody. Jesteś ohydny.
-Byłem pijany...
-To twoje wytłumaczenie? Jesteś żałosny.
-Zrób coś, co ci ulży. Uderz mnie, przeklnij.
-Tak? To chętnie.-warknął i z komody sięgnął po telefon blondyna, trzaskając nim o podłogę, a na ekranie zrobiła się pajęczyna.
-Już dobrze?
-Nie, nie dobrze.-warknął.
Wziął szklankę ze stołu i zbił ją na głowie Yoongi'ego, a ten tylko drgnął i syknął z bólu.
-Teraz dobrze?-spytał niepewnie, czekając tylko, aż chłopak go ponownie okaleczy.
-Nie. Dzisiaj to ja będę cię pieprzył.-zakomunikował pchając Yoongi'ego na pobliską ścianę i agresywnie całując.
Blondyn szeroko otworzył oczy, ale nie protestował. Jimin czuł, że musi również się zemścić.
-Myślisz, że to zemsta?-zakpił starszy.
-Jeszcze się przekonasz.-warknął i zdjął swoje spodnie z bokserkami.
Zrobił to samo z ubraniami blondyna. Nie chciał się patyczkować, chciał, aby on poczuł przyjemność, a jego kochanek ból. Szarpnął go za włosy tak, że Min spadł na
ziemie z wielką siłą, co poskutkowało warknięciem. Jimin rozłożył nogi Yoongi'ego i wszedł w niego bardzo szybko i brutalnie na co wyższy krzyknął z uderzającego bólu. Młodszy poruszał się w nim bardzo szybko, sprawiając, że w oczach jego chłopaka znalazły się łzy. Po chwili uderzył wprost w prostatę starszego, co poskutkowało jękiem rozkoszy. Po chwili i kilku dodatkowych uderzeniach oboje doszli, a biała ciecz znajdowała się dookoła. Jimin po tym zdyszany wyszedł z chłopaka, wstał, ubrał się i odszedł od niego z uśmiechem. To był ich najszybszy seks w życiu.
-Mam nadzieję, że będzie cię boleć tyłek jak najdłużej, teraz wstań i posprzątaj ten cały chujowski bałagan, jaki zrobiłeś.-dodał, opuszczając pokój.
Oszołomiony Yoongi wstał i zabrał się za sprzątanie.
     
-Jimin.-szturchnął kochanka w ramię, aby ten zdjął słuchawki ze swoich uszu.
-Tak, kochanie.
-Mogę skorzystać z twojego telefonu?
-Jasne.-Park odłączył słuchawki i wręczył komórkę starszemu.
-Tylko wykonam jeden telefon i ci go oddam.
Yoongi zobaczył, że Jimin ma jedną nieprzeczytaną wiadomość i nie mógł się oprzeć, więc ją przeczytał.

Od najlepszego trenera  ♥ :  możesz dzisiaj przyjść na trening, o ile tyłek cię nie boli po wczorajszym.

W Yoongi'm coś się zagotowało. Pokazał tę wiadomość chłopakowi.
-Czyli co?! Ruchacie się?!
-Zrozumiałeś to źle. Na treningu się wywaliłem i spadłem tyłkiem na podłogę.-wytłumaczył zgodnie z prawdą.
-Jasne! A ja kurwa mieszkam z dziwką!
-Czemu znowu zaczynasz?!-krzyknął Jimin.
-Ja?! Ja zaczynam?! Przecież to nie ja się rucham z każdym!
Młodszy wstał, aby być twarzą w twarz ze swoim kochankiem.
-Jak uważasz mnie za dziwkę, która rucha wszystko, co się rusza, to po co ze mną jesteś?!
-O, czyli się przyznajesz!
-Jesteś jakiś pojebany!
-Tak, ja jestem pojebany, ale przynajmniej nie jestem męską dziwką!
Jimin nie wytrzymał tego i spoliczkował chłopaka, na co ten złapał się za policzek.
-Jeszcze śmiesz mnie uderzać?!
Yoongi oddał mu z ogromną siłą, a ten runął na ziemię. Min nie chciał być gorszy, więc wstał i uderzył kilka razy pięścią w brzuch kochanka. Kiedy ten złapał go za włosy i uderzył o ścianę jego głową Jimin z wściekłości przygryzł wargę i zacisnął pięści ze łzami w oczach. Ich fryzury były nienaturalnie ułożone. Park spojrzał w oczy blondynowi i jeszcze mocniej ścisnął w zębach wargę.
-Mam już tego dość. Zachowujemy się jak dzieci...-przerwał i czekał na reakcje chłopaka.
Yoongi stał jak osłupiały, nie wiedział, co jego chłopak chciał mu powiedzieć i tego właśnie się bał.
-Nasz związek jest toksyczny. Nie widzisz?
-Toksyczny?-zająkał się starszy.-To, że się kłócimy to chyba normalne w związkach...
-Normalne, że każdego dnia nasz dom wygląda jak po wojnie? Że pieprzymy się, bo rządzi nami pożądanie? Zerwijmy. Jestem już tym zmęczony.
Jimin nie pozwolił dojść blondynowi do słowa, bo poszedł, spakował wszystkie najważniejsze rzeczy do walizki i wyszedł tak po prostu. Zostawił swojego już byłego partnera w własnych myślach z łzami w oczach. Yoongi nie chciał, aby tak to się skończyło, ale ich życie już takie było... Było brutalnym seksem z brutalnymi bijatykami w tym brutalnym związku.


niedziela, 20 marca 2016

Myślę, że jestem głupi, a może po prostu szczęśliwy.-JiKook


,,Odpisz, odpisz, odpisz." napisałem po czym kliknąłem ,,wyślij".
Znowu to samo, nie odpisuje mi. Nigdy mi nie odpisuje, przyzwyczaiłem się, ale tym razem chciałem go zobaczyć. Musiałem.  Widocznie nie wskazywało nic na to, że sprawi mi taką przyjemność i wyśle chociaż jebane ,,Co chciałeś?". Chyba nie traktował mnie poważnie. Traktował jak zabawkę. Wszystko było dobrze, przeleciał mnie i urwał kontakt. Jesteśmy ze sobą od trzech miesięcy, w tym czasie robiliśmy to 6 razy. Za każdym razem następnego dnia po stosunku znikał. Kiedy ja umierałem z tęsknoty, to on się odzywał kiedy zachciało mu się bzykać.

Do Jiminie: Jeśli tak chcesz się bawić... Albo teraz się odezwiesz, albo nawet nie próbuj wykręcać do mnie numeru kiedy zachce ci się ruchać.

To musiało nim ruszyć. Kurwa, do czego to doszło że myślę, że mój chłopak jest ze mną tylko dla pieprzenia? Mimo tego zawiodłem się, telefon wytworzył wibracje.Odpisał.

Od Jiminie: Nie no, co chciałeś?

Do Jiminie: Ach, czyli co? Odzywasz się, bo przestraszyłeś się, że nie poruchasz szesnastki?

Nie musiałem długo czekać, po jego zwinnych palcach i piorunującej szybkości czytania szybko dostałem odpowiedź.

Od Jiminie: Byłem zajęty, przepraszam.

Do Jiminie: A, no tak. Nagle kiedy napisałem, że nie poruchasz to już przestałeś być zajęty?

Od Jiminie: Nie żartuj. Wiesz, że jestem zajęty do kastingu tanecznego. Od tego zależy moja przyszłość. Kiedy na próbach znów usłyszałem telefon pomyślałem, że to coś ważnego.

Uśmiechnąłem się mimowolnie. Nawet jeśli kłamał to co? Nie wiedziałem o tym i mogłem przez chwilę cieszyć się, że starszy nie ma mnie całkowicie w dupie. Nie gniewałem się, oczywiście że powinienem się gniewać, lecz to nie w moim stylu. Już nie raz słyszałem, że jestem naiwny. I co z tego? Jeśli to ma sprawić, że będę chociaż przez chwilkę szczęśliwy, to mogę nawet największym głupcem świata.

Do Jiminie: Mógłbyś się ze mną spotkać Hyung? Tęsknie...

Nie odpisywał. Historia lubi się powtarzać. Lub może zastanawiał się, czy na pewno chce się ze mną spotkać.

Do Jiminie: Jak nie chcesz to nie... Przecież jak zechcesz się spotkać to napiszesz, bo wiesz że polecę jak piesek...

Od Jiminie: Nie mów tak, jesteś dla mnie ważny. Oczywiście że chcę się spotkać. Myślałem, że to ja znów będę musiał proponować spotkanie. ^^ Może przyjdziesz po mnie do mojej sali prób? :>

Ucieszyłem się. Nie, to za mało. Umierałem ze szczęścia. Odpisałem mu, że powinienem być za 20 minut. Nie wiem czemu po prostu do mnie nie przyjdzie. Wziąłem klucze od mieszkania ze stołu  gdyby moja matka nie zdążyła jeszcze wrócić i ubrałem jakąś kurtkę z brzegu. Kiedy doszedłem do jego sali prób otworzyłem bez wahania. Od ścian uderzało echo muzyki, a ten nadal tańczył. Był już przepocony, ile godzin już tutaj ćwiczy? Nie zauważył mnie, nawet jeśli moje odbicie widniało
na dużym lustrze.
-Hyung.-jęknąłem próbując go wyrwać z tanecznego transu. -Hyung, hyung....
Wtedy pilotem wyłączył piosenkę i uśmiechnął się do mnie pochłaniając duże łyki wody mineralnej.
-Idziemy?-spytałem wbijając wzrok w drewnianą podłogę do tańczenia.
-Jasne, pójdziemy do ciebie czy do mnie?-spytał chowając ostatnie rzeczy do torby.
-Ani do mnie ani do ciebie. Nie bądź taki Hyung. Chcę spędzić z tobą czas tak po prostu....
Jiminie zaśmiał się i zarzucił na swoje umięśnione ciało bluzę poprawiając rudą czuprynę.
-Ty mały zboczeńcu. To że chcę pójść z tobą do domu, nie musi oznaczać tylko jednego.
Spuściłem głowę jeszcze niżej jeśli tak w ogóle się dało, a na moich policzkach wykwitły soczyste rumieńce.  Nawet jeśli dzisiaj będzie się ze mną kochał, a jutro znów zerwie kontakt na kilka dni, to nieważne. Ważne jest to, co dzieje się teraz. Rudzielec objął mnie w pasie i wyszliśmy razem z budynku.
-Hyung....-zacząłem niepewnie.-Dlaczego ty tak w ogóle ze mną jesteś?...
Chłopak zaśmiał się cicho i akurat w tej chwili kiedy mieliśmy przechodzić przez ulicę światła zmieniły barwę na czerwoną. Stałem tam i czekałem jak dureń na odpowiedź.  Dłonie mi się trzęsły niemiłosiernie, jakby właśnie zaraz miał paść wyrok.
-Czemu o to pytasz?-spytał zdziwiony i ujął moją twarz w dłonie.
Teraz musiałem na niego patrzeć.
-No... Bo zawsze znikasz, kiedy my.... No wiesz...
Nie wytrzymałem i próbowałem opuścić wzrok, lecz ten nie puszczał mnie, więc było to niemożliwe.
-Kocham cię na zabój.-uśmiechnął się i musnął moje usta swoimi.
Zamknąłem delikatnie oczy, a moje śnieżne policzki chyba trochę spuściły rumieńców.  W końce bardzo powoli oderwałem się od niego, a ten oparł czoło o moją głowę.
-Nie na ulicy Hyung....-szepnąłem a ten się zaśmiał.
Wokół już widziałem wzrok innych, lecz za bardzo się nie przejmowali co wyczynialiśmy. Mimo tego i tak byłem bardzo wstydliwy. Ukochany wplątał palce w moją dłoń i kiedy tylko pojawiło się zielone światło, przeszliśmy.  Jeszcze chwilkę szliśmy i już po chwili staliśmy przed jego domem.
-Mówiłeś że...-jęknąłem spoglądając na wielki budynek który wyglądał, jakby kosztował miliony.
-Mówiłem że nie będziemy nic robić. Do domu swojego chłopaka boisz się wejść?
Uśmiechnął się tak, że naprawdę zacząłem myśleć nad tym, czy on na pewno zamierza spędzić czas u niego przyzwoicie.
-Mamy nie ma w domu.-oznajmił wystukując kod do bramki przed domem.
Przełknąłem głośno ślinę zaciskając pięści. Nie ma jej.... ,,Jeongguk, nie stchórzysz, nie? Czemu tak się boisz, że nie spędzisz z nim czasu grając w gry? Przecież to nie koniec świata, jeśli znów miną ci godziny na bzykaniu." Po chwili ju byliśmy u niego. Rozebrałem się i usiadłem na kanapę.
-Chcesz coś do picia?-spytał ściągając buty.
-Nie...
-No... No to co robimy?-rudzielec rzucił się obok mnie całym swoim ciężarem biorąc pilot od telewizora, lecz po chwili znów go odkładając jak idiota.
-Zagrałbym w grę...-powiedziałem cicho będąc przygotowany na to, że się nie zgodzi.
-Jasne, a jaką?-spytał włączając konsolę i rzucając mi pokrowiec do płyt.
Zajrzałem i po chwili szukania wybrałem samochodziki. Czyli grę, którą mimo mojego wieku nadal kochałem. Umiejscowiliśmy się na ziemi przed kanapą i zaczęliśmy grać.

                                                          ♣

Nie mogę stwierdzić ile graliśmy. Na pewno długo, bo się ściemniało. Widziałem jak Jimin powoli zasypiał, bo od czasu do czasu opierał się o sofę głową, a sekundę później podnosił ją pośpiesznie jak poparzony. Chyba w końcu już nie wytrzymał i zasnął, co pozwoliło mi kolejny raz z rzędu wygrać. Uśmiechnąłem się i złożyłem ciepły pocałunek na jego czole. Podniosłem go z ziemi i wyłączając konsolę zaniosłem go do jego pokoju.
-To chyba czas na mnie.-westchnąłem i chciałem ponownie go pocałować, lecz tym razem na pożegnanie.
Uchyliłem się nad nim, lecz zostałem delikatnie złapany za nadgarstek, a po chwili pchnięty obok starszego.
-Nie idź...-wymamrotał ledwo słyszalnie.-Moja mama nie wróci na noc, nie chce być sam.
-Jestem niepełnoletni, muszę wrócić, mama będzie się martwić...
Na to już nie usłyszałem odpowiedzi. Jimin wtulił się w mój tors bardzo mocno, więc gdybym miał wrócić do domu, to chyba razem z przyczepionym do mnie rudzielcem. Faktycznie, chciałem aby poświęcał mi więcej czasu, ale no moja matka czekała. Westchnąłem ciężko, choć tak naprawdę byłem naprawdę szczęśliwy. Wyjąłem telefon z kieszeni od spodni i napisałem do mamy, że nie wrócę na noc. Nawet nie czekałem aż się zgodzi czy też odmówi, ale po prostu zasnąłem.

                                                          ♣

Kiedy się obudziłem go już nie było. Nie pożegnał się ze mną ani nic. Znaczy może się pożegnał, ale ja o tym nie wiedziałem, bo spałem. Poprawiłem fryzurę, która była nieogarnięta i sprawdziłem godzinę. Było już grubo po dwunastej. Zszedłem na dół. Nawet nie pomyślałem o tym, jak zamknę jego dom. Nie mam kluczy. Po chwili wszystko stało się jasne. Jego mama wróciła. Aktualnie robiła śniadanie z uśmiechem, który chyba nigdy nie schodził jej z twarzy. Ponownie poprawiłem czarne włosy witając się niepewnie z kobietą. Może ona nawet nie miała pojęcia, że byłem w jej domu na noc? Mimo tego rodzicielka mojego chłopaka była przesympatyczna, z chęcią mnie przyjmowała pod swój dach, dawała mi zawsze coś do jedzenia i wchodziła do pokoju, kiedy tylko Jimin chciał się ze mną zabawić jakby słyszała jak w głowie krzyczę ,,Niech pani ratuje, nie chcę dzisiaj się pieprzyć z Jiminem", również mówiła, abym nazywał ją ,,mamą". Lubiła też rozciągać moje policzki mówiąc ,,Jaki ty jesteś słodziasńy!" i kiedy wychodziła do pracy ostrzegała Jimina, aby nie dotykał mnie bez mojej zgody.
-O! Obudziłeś się. Chodź, zrobiłam ci śniadanie.
Uśmiechnąłem się do niej lekko skrępowany, siadając do stołu i spożywając tosty przyrządzone przez kobietę. Po chwili wytarłem usta dłonią i spojrzałem się na niską brunetkę.
-Przepraszam, ale gdzie Jimina tak z rana poniosło?...
-,,Przepraszam mamo"-poprawiła mnie roześmiana.-To dzisiaj jego ważny dzień. Poszedł na kasting. Powiedział że możliwe, że dzisiaj w ogóle nie wróci na noc do domu. Przed kastingiem ma mieć długie i wykańczające lekcje z profesjonalistą. Jest ponad 100 uczestników, więc to też zależy jaki numer mu przypadnie. Później prześpi się u kolegi, powiedział również, że cię kocha.
Uśmiech pojawił się mimowolnie na mojej twarzy. Oby tylko go nie przemęczali. To jest jego ważny dzień. Kiedy zjadłem pożegnałem się z kobietą mimo iż ta nalegała, abym został jeszcze chwilkę. w domu rzuciłem się szczęśliwy na kanapę. Moja mama już była w pracy. Miałem wielką ochotę napisania Jiminowi, że wszystko będzie dobrze, ale obiecałem sobie, że nie będę mu przeszkadzał. Mijały godziny, a ja tak do 17.00 łaziłem bez celu do domu, aby nie martwić się o Jimina. Przez ten czas wziąłem prysznic kilkanaście razy, napchałem się jedzeniem z lodówki i obejrzałem kilka odcinków swojej ulubionej dramy. Pewnie w tym momencie Jimin męczył się z tym profesjonalistą od siedmiu boleści, aby jak najlepiej wyjść przez jury. Kiedy moja komórka sama wydała z siebie dźwięk nowej wiadomości ucieszyłem się niemiłosiernie.

Od Namjoon: Spotkamy się? :) Słyszałem, że ten pedał Jimin jest na kastingu. No chodź, zabawimy się!

Uśmiech mimowolnie zszedł mi z twarzy. Nie przepadałem za tym typkiem. Był najlepszym przyjacielem Jimina, dlatego znosiłem jego towarzystwo. Rudzielec nalegał, abyśmy się poznali. Swoją drogą to Park naprawdę ma dziwnych przyjaciół. Przynajmniej ten Namjoon był dziwny. Często pozwalał sobie za dużo w stosunku do mnie i traktował mnie jak jakąś prostytutkę, którą może wypożyczyć. Na szczęście Jiminie zawsze rzucał komentarze do niego ,,Zostaw mojego chłopaka szmato" cz też ,,Pójdź na dziwki, a nie." Teraz tak bez mojego ukochanego ten blondyn mógłby sobie pozwolić na więcej niż do tej pory.

Do Namjoon: Nie, dzięki... Boli mnie brzuch. Może następnym razem.... :)

Odetchnąłem z ulgi. Myślałem, że go spławiłem, lecz po chwili dostałem odpowiedź.

Od Namjoon: Nie kłam młody :D Staraj się bardziej. Widziałem cię. W sumie to jestem już przed domem.

Co kurwa jego mać? Podbiegłem do okna i lekko wyjrzałem za nie, aby zostać niezauważonym. Faktycznie tam był. Z uśmiechem pomachał mi, a ja zrobiłem się czerwony i szybko zniknąłem za szybką. Oddychałem bardzo szybko. Ale co tak naprawdę mógł mi zrobić? Jiminie od zawsze mi mówił, że mam dar przekonywania. Postanowiłem to wykorzystać i po prostu powiedzieć Namjoonowi, żebyśmy poszli w tłoczne miejsce, bo tam oszczędziłby sobie macanek. Zresztą trochę zabawy zawsze się w życiu przyda. Wolę to niż siedzenie bezczynnie na kanapie wyrywając sobie włosy  z głowy ze stresu, aby wszystko się udało Jiminowi.

Do Namjoon: Dobra, czekaj na mnie.

Zarzuciłem na siebie jakąś świeżą bluzę i jeszcze podszedłem do lustra. Poprawiłem siano zwane włosami i zrobiłem mocną, czarną kreskę pod oczami. Teraz byłem gotowy. Ubrałem buty i wyszedłem jeszcze biorąc portfel i pieniądze.
-O, zdecydowałeś się nie oszukiwać swojego Hyunga.-zaśmiał się starszy klepiąc mnie w tyłek.
Zdjąłem jego dłoń z pośladka i wbiłem paznokcie w jego palce patrząc na niego wściekłym wzrokiem. Nikomu oprócz Jiminowi nie pozwolę się dotykać.
-Jeśli Hyung chce zachować paluszki, to niech lepiej się dowie, gdzie są ich miejsce.-warknąłem.
Ten tylko się zaśmiał. Co w tym takiego było zabawnego? Może na takiego nie wyglądałem, ale umiałem się świetnie bić. Ta cecha była jedną z ważniejszych w moim liceum, ponieważ nigdy nie wiadomo na jakiego dupka trafisz. Kiedy wysoki blondyn wyciągnął papierosa i włożył go do ust, chciał mnie poczęstować.
-Nie, dziękuję. Nie palę.-odmówiłem a ten wzruszył ramionami.
Zapalił fajkę i wciągnął dym do swoich płuc wypuszczając go powoli z ust. Myślałem że się uduszę. Zacząłem kaszleć zasłaniając twarz dłonią. Wtedy starszy się zaśmiał, jakby naprawdę było się z czego śmiać.
-Takie to zabawne?-zapytałem lekko wkurzony.
-Trochę. Zabawne jest to, że taki gówniarz zdobył Jimina. Jesteś naprawdę przystojny, więc w sumie się nie dziwie, ale mógłbyś się trochę rozluźnić.
Parsknąłem złośliwie pod nosem dodając ciche ,,dupek" lecz ten to usłyszał i chyba nie spodobało mu się to, co właśnie zrobiłem bo zmarszczył brwi i zacisnął pięści.
-Dzieciaku, do ciebie naprawdę trzeba dużej cierpliwości.
-Tak?-parsknąłem ponownie jeszcze bardziej kpiąc z niego.-To po co chciałeś, abym z tobą poszedł się zabawić? Za mamuśkę chciałeś robić?
-Nie, po prostu jesteś przystojny. Można cię jeszcze rozruszać.-zaśmiał się i przyśpieszył kroku.
Zdziwiłem się. Jest jeszcze bardziej tajemniczy niż zawsze. Później czasem jeszcze nawiązując krótki dialog doszliśmy do klubu. Widać że był przy kasie. Zapłacił za strefę VIP. Nie jestem zwolennikiem chodzeniem do klubów tak wcześnie, najlepsza pora to gdzieś przed północą. Usiedliśmy przed barmanem. Przynajmniej ja, bo ten dupek bajerował jakieś laski.
-Poproszę wo...-nie dokończyłem bo wtrącił się Namjoon, który niezauważony podszedł do mnie.
-Ten tutaj chce coś mocnego, dla mnie również.
Barmanka pokiwała głową i zajęła się swoją pracą. Lekko się wkurzyłem, mam jeszcze język w gębie, aby odpowiadać za siebie.
-Czemu to zrobiłeś?
-Że co? Nie myśl sobie, że chcę cię upić, aby cię później zaliczyć.-zaśmiał się i wypił trunek podany przez młodą kobietę.
-Nie... Ja po prostu nie piję...
-Co?-zakpił sobie i podstawił mi pod nos kieliszek wódki.-Nie pijesz, nie palisz. Nie rób z siebie takiej świętej Maryśki. Jimin mi mówił, jak to się upiłeś i musiał cię wynosić z klubu, a później mu obrzygałeś pół mieszkania.
Czy ten debil musiał mu wszystko mówić?  Może mu jeszcze opowiadał jak spędzaliśmy ze sobą noce. Nienawidziłem jak ktoś mi rozkazywał. Mimo tego wypiłem, aby mieć święty spokój. Ten chory pojeb kupował co chwila nowy trunek. Nie miałem wyjścia, więc piłem. W sumie za dużo nie pamiętam z tamtej nocy. Pamiętam tylko te momenty, które powinienem pamiętać. Coś się stało, chyba kobieta została ataku w klubie i przyjechała karetka. Wtedy Namjoon zbliżył się do mnie i chciał mnie pocałować. Speszyłem się i spytałem się, co robi. Ten nie odpowiedział. Przynajmniej mi się tak wydaje. Wtedy włożył język do mojego gardła. Jak dobrze pamiętam to go odepchnąłem i obraziłem się. Byłem zbyt wstawiony, aby wrócić sam do domu, więc ten mnie przeprosił i wyszliśmy z klubu. Szedłem slalomem, nawet nie jestem pewien czy po drodze nie wywaliłem się kilka razy. Później co pamiętam to.... Zaprowadził mnie do jakiegoś strasznie obskurnego budynku. Nie miałem siły myśleć czemu, zwłaszcza że starszy wyprzedził moje pytanie. Mówił coś o tym, że mieszkanie jego przyjaciela było bliżej mojego, a ja jestem zbyt urżnięty, aby ze mną iść. Ale kurwa, przecież to on mnie upił. Weszliśmy, bo czemu by nie. Przecież i tak wśród bliskich miałem miano naiwnego i nieodpowiedzialnego chłopca. Następne co pamiętam to jak już byliśmy w mieszkaniu. Był tam chlew i czterech typków w wieku Jimina, przynajmniej tak wyglądali. Później tak się to potoczyło, że zacząłem się z nimi bawić. Nie chciałem tego, ale nalegali. Kiedy któryś z nich wyjął strzykawkę i wbił sobie ją w żyłę oniemiałem. JIMIN ZADAWAŁ SIĘ Z ĆPUNAMI?! Wziąłem dwa głębokie wdechy i patrzyłem jak każdy dawał sobie w żyłę. Jak już tu jestem to ja też będę musiał, tak? Łzy aż mi wypływały. Nie chciałem tego. Co jeśli któryś z nich ma HIV? Poprosiłem ich, abym mógł wyjść na chwilkę zadzwonić. Chyba mnie nie słuchali, bo nic nie powiedzieli. Mocno pijany poszedłem do sypialni która też nie była w najlepszym stanie. Od razu wykręciłem numer do Jimina. Nie odbierał. Niech to szlak. Przecież zapewne w tej chwili możliwe, że była jego kolej. A może minęła? Może jest już w domu? Lub znów miał mnie w dupie. Przecież nie chcę stać się fusem przez jakieś ćpuny! Zostawiłem mu wiadomość z dokładnymi danymi. Mam nadzieję, że coś zrozumiał z mojego bełkotu. Gdybym się nie uchlał mógłbym uciec, ale w takiej sytuacji wystarczyło być cierpliwym i twardym. Kiedy Namjoon objął mnie w talli wyszczerzyłem oczy. Nie miał prawa mnie dotykać, nawet jeśli byłem pijany. Mimo tego co ja mogłem? Nic, bo byłem już prawie nieboszczykiem. Zostałem pchnięty na łóżko i przytulony przez przyjaciela mojego chłopaka. Jedyne co zdołałem zrobić to łamanym głosem powiedzieć ,,Czemu to robisz? Przecież przyjaźnisz się z Jiminem."
-Kupiłem cię.-powiedział pewnie obejmując moje zamarłe ciało jeszcze mocniej.-Znudziłeś mu się, więc cię sprzedał.
Jimin? Ten Jimin którego znam? Ten który mi dzisiaj powiedział, że mnie kocha?
-Nie rycz. Przecież to nic złego.-wziął łyk alkoholu podając osobą przed nami.
W sumie gdybym był trzeźwy to bym się darł, że to nieprawda i próbował uciekać płacząc jakbym był na pogrzebie. Lecz wtedy to sam nie wiem co czułem. Nie chciałem tam siedzieć, czułem się brudny.  Wstałem i znów wykręciłem numer do Jimina. Beznamiętny odgłos połączenia mnie zabijał od środka. Kurwa, czemu nie odbierze. Chcę, bardzo chcę, aby ten wygrał kasting i rozwijał swoją karierę, ale ja już nie mogę wytrzymać. W końcu znów zostawiłem skonany następną wiadomość. Gdybym miał powiedzieć co wtedy mówiłem to było to mniej więcej ,,Hyung... Boję się... Bardzo się boję." Później znów wróciłem do pokoju i usiadłem obok tego palanta, aby ten sam mnie nie pchnął obok siebie.
-Zabawne to, tak?-warknąłem kiedy poczułem się pewniej.-Bawisz się mną, wszyscy się mną bawicie! Nie jestem zabawką! Mnie się nie sprzedaje ani nie kupuje!
Krzyknąłem i zerwałem się z kanapy zdając sobie sprawę, że ból głowy mnie nie opuszcza. Nie wiem ile minęło. Nie wiem też co się działo później. Zapewne po mojej rozwalonej wardze mogę rozumieć, że zostałem uderzony. Pamiętam też kiedy ktoś dowalał się do drzwi zdenerwowany. Z niewiadomych powodów siedziałem na podłodze, zapewne to się wiąże z tą wargą. Drzwi zostały wyważone silnym kopniakiem. Nie, to nie oznaczało, że ktoś miał super siłę, ponieważ te drzwi ledwo co się trzymały. To był Jimin. Cieszyłem się. Później obudziłem się w domu Jimina. Ten siedział obok mnie. Pierwsze co, to poczułem okropny ból głowy. Przystąpiłem do siadu, a kiedy Jimin zobaczył, że się obudziłem, rzucił mi się na szyję. Byłem lekko zakłopotany.  Odsunąłem lekko go od siebie. Miałem w dupie to co powiedział ten jego zasrany przyjaciel, czyli że Jimin mnie sprzedał. Urywkami pamiętałem jak byłem zły na Jimina za to, że mnie sprzedał, a ten mi się wytłumaczył. Kasting. Tylko to mi siedziało w głowie.
-I jak? Udało ci się?-spytałem się niepewnie.
-Co?
-No przesłuchanie, kasting. Wiesz o co chodzi.
-Ach....-podrapał się po karku.-Wydzwaniałeś a ja kompletnie zapomniałem wyłączyć komórkę. Na przesłuchaniu jury pozwolili mi odebrać, martwiąc się, że to coś poważnego. Kiedy tylko odsłuchałem wiadomość wybiegłem po ciebie.
Zbladłem. Zmarnował szansę DLA MNIE? Byłem bliski poryczenia się. Jak on mógł zaprzepaścić marzenia.
-Hyung...-ścisnąłem jego bluzę ze łzami w oczach.-Ale tak ciężko na to pracowałeś....
-Nie płacz.-zaśmiał się i wytarł kilka łez z moich policzków.-Za rok też jest przesłuchanie, za dwa lata i trzy. Ale ja już nigdy nie pójdę na nie, rozumiesz?-podniósł mój podbródek i uśmiechnął się.
-C-Czemu?
-Dowiedziałem się, że osobie której się uda jedzie do Nowego Jorku spełniać marzenia... Po co mam spełnić te nie warte marzenie, jeśli mam przy sobie coś ważniejszego niż jakiekolwiek marzenie...
Wtedy złączył nasze usta w delikatnym pocałunku.
-Kocham cię Hyung...-szepnąłem i jak najmocniej się w niego wtuliłem.
Czułem tylko jak gładzi moje włosy.
-Ja ciebie też...-wyszeptał.

piątek, 18 marca 2016

Słuchawki-VKook

Siedziałem obok Jeongguka który na kolanach trzymał laptopa, reszta chaotycznie latała po mieszkaniu przygotowując się jak zawsze na imprezę. Ja nic ze sobą nie robiłem, gdyby któryś powiedział, że źle wyglądam zapewne stracił by ząbki. Zresztą miałem w dupie tą imprezę, chciałem leżeć w łóżku i się wyspać. Widziałem że Jeon też się nie śpieszy, ponieważ oglądał anime. Co jest dla niego ważniejsze od anime? Nie wiem, ale na pewno nie impreza. Mimo iż sam byłem fanatykiem anime, to już od ponad dwóch lat nie oglądam, bo wychodzi same gówno nie tak jak kiedyś, które Jeon najwyraźniej lubi. Ułożyłem jak najwygodniej głowę obok młodszego krzyżując ręce i zamykając oczy, aby trochę pospać. Przez przypadek dotknąłem czegoś cholernie gorącego. Drgnąłem i spojrzałem w stronę tego co śmiało sprawić, że jęknąłem jak jakaś nastolatka która właśnie zobaczyła swojego idola. To był laptop tego gówniarza. Spojrzałem na niego wściekły, lecz ten nawet nie zważał na mój wzrok bo był zapatrzony w ekran gdzie biegały te małe, kruche postury.
-No kurwa, wyłącz tego laptopa bo zaraz ci się spali!-warknąłem gładząc miejsce które mnie oparzyło.
-Tak hyung.
Ten gówniarz kompletnie mnie nie słuchał, był zbyt zafascynowany jakim dziwnym kolesiem z lisim ogonem w białej sukience. Po jego anime dało się wszystkiego spodziewać, więc nawet nie zastanawiałem się kim ten białowłosy w ekranie jest. Trochę się poirytowałem. Co mnie obchodziło, że oglądał anime? Mnie się nie lekceważy.
-Yah!-warknąłem oburzony trzaskając klapką od laptopa i odkładając go na stół przed nami.
Ten spojrzał na mnie prawie że szklanymi oczami zatykając usta jakbym przynajmniej przed chwilą zabił jego matkę. Siedziałem zdezorientowany. Chyba nie będzie mi tu płakać?
-Hyung..-powiedział łamanym głosem.-Teraz się nie dowiem czy Tomoe uratuje Nanami!
-Aish! Ogarnij się, wszyscy i tak na końcu umrą!-powiedziałem jakby naprawdę miało się stać, myśląc, że ten oszczędzi sobie ryczenia kiedy mu wmówię, że tak właśnie jest.
-Nie kłam! Widziałem te anime już tysiąc razy i nikt nie umrze!
-C-Co?-myślałem że zaraz go zabije.-Pieklisz się że nie wiesz czy jakiś tam Temeo uratuje kogoś tam, mimo że wiesz co się stanie bo to oglądałeś?!
-Hyung... Ale to są wrażenia od nowa...-powiedział lekko smutny.
-Nigdzie nie idę!-krzyknęliśmy w tym samym czasie do chłopaków na co ci byli zdziwieni.
-Pokłóciliście się i teraz będziecie się fochać jak panienki? Podpaski wam kupić na zapas?
Po słowach Namjoona byłem już gotowy, aby przeskoczyć przez oparcie kanapy i mu walnąć, ale Jeongguk szybko objął mnie w nadgarstku ze szczenięcymi oczami.
-My się wcale nie pokłóciliśmy....-powiedział cicho jakby miał zamiar powiedzieć to w myślach, ale mu nie wyszło.-Ale się zaraz pokłócimy, jeśli Hyung nie da mi obejrzeć do końca anime!
Z każdym słowem mocniej ściskał mój nadgarstek zaciskając zęby jak furiat. Aż sam się przestraszyłem. Wyrwałem się z jego silnego uścisku i lekko pomasowałem bolący nadgarstek mordując go wzrokiem.
-Dobra, rób co chcesz, ale jak ci się sfajczy to nie myśl, że pożyczę ci swój.
Przeskoczyłem przez oparcie sofy i wziąłem szklankę wcześniej pozostawioną przeze mnie na stole z sokiem jabłkowym. Wziąłem dwa łyki opierając się o ścianę.
-Idziecie czy nie?-spojrzałem na resztę pogardliwym wzrokiem.
Ci tylko wyjrzeli przez ramię i wyszli z domu. Zostaliśmy sami. Teraz nawet nikt by mnie nie powstrzymał gdybym zaczął go dusić za takie wyrażanie się do Hyunga. Spojrzałem na niego, ten z zafascynowaniem oglądał odcinek teraz już kompletnie innego anime. Już kocham go od kilku lat, ale nadal jestem dla niego ostry. Byłem zły za to co robiłem. Za to, że w ogóle go kochałem.
-Kocham cię.-powiedziałem w myślach próbując wytworzyć w głowie sytuacje, jak młodszy by zareagował.
-To nie jest prawdziwe uczucie. Uroiłeś to sobie.-nagle młodszy wyszedł z ,,animowego" transu i przemówił.
Jego głos był lekko podłamany, jakby się stresował, ale z drugiej strony mówił to, jakby miał to kompletnie w dupie, lub chciał mnie przekonać, że to jest nieprawda.
Ale jak on mógł mi odpowiedzieć? Powiedziałem to w myślach... Tak mi się wydaję... Czasem zdarzało mi się powiedzieć moje myśli na głos, ale jeszcze nie w tak ważnej kwestii. Zrobiłem się czerwony, a zarazem wściekły. Ja właśnie nieświadomie wyznałem mu uczucia, a ten jak idiota próbuje mnie przekonać, że to nieprawda?! Otworzyłem usta, aby go zbluzgać, ale ten był szybszy.
-Nie wysilaj się idioto.-warknął
Oniemiałem. Co? Czemu? Jak?
-Wiadomo że ona kocha tylko Yato, więc po co się wysilasz i robisz z siebie barana?-powiedział poirytowany układając laptopa na wygodniejszej pozycji.
Czyli co?! On przez cały czas mówił do ekranu?! To chyba lepiej, gdyby to naprawdę było do mnie to jakbym został kosą w twarz. Złapałem wielki oddech i wziąłem kolejny łyk soku siadając obok młodszego. Ani zasnąć bo te laleczkowate postacie podrażniały tym swoim piskliwym głosikiem moje uszy ani napisać jakąś piosenkę, bo zamiast dobrej piosenki na kartce znalazłby się napis ,,Kocham Jeongguka" lub dialogi tych postaci z jego anime. Mógłbym również pójść na górę do pokoju mojego i Jeongguka i tam spać, ale był tam taki bałagan, że nawet nie wiem czy dostałbym się do łóżka. Swoją drogą musimy tam posprzątać. Od zamyśleń wyrwał mnie mocny trzask klapką od laptopa. Odwróciłem głowę w stronę chłopaka, a ten ze swoimi ślicznaśnym uśmiechem patrzał na mnie.
-Hyung, może pójdziemy na tą imprezę?
Mimo iż to był Jeongguk i z nim poszedłbym na sam koniec świata to po prostu byłem zmęczony. W sumie zawsze byłem zmęczony, ale teraz było to zmęczenie nie do zniesienia. Chyba zbyt dużo czasu przebywam z Yoongim.
-Idź sam.
-Hyung....-przedłużył te słówko ciągnąć mnie za rękę.-No chodź...
-Nie ma mowy.
-Ja się ubiorę i ty też idź. Później pogadamy.
Powiedział to tak pewnie że zapewne myślał, że się namówię. Ja w tym czasie ułożyłem się na sofie próbując zasnąć. W końcu nastał ten cholerny moment, kiedy młodszy był już gotowy. Dla dobra własnych uszu wstałem i otworzyłem drzwi jakbym miał iść z nim. Kiedy ten wyszedł pierwszy pomachałem mu z wrednym uśmiechem zatrzaskując za sobą drzwi i mówiąc ,,baw się dobrze". Chyba sobie odpuścił bo się nie dowalał do drzwi jak jakaś pijaczyna, więc rzuciłem się na sofę zadowolony z siebie. Kiedy zasnąłem i tak w końcu obudził mnie wydzwaniający telefon.
-Kurwa, naprawdę?-powiedziałem zaspanym głosem błądząc po stole dłonią, aby złapać tą przeklętą komórkę. Jeszcze zanim złapałem smartfona to spojrzałem na zegar. Była 3.23 a tych pedałów jeszcze nie było. Przystąpiłem do siadu i poprawiłem fryzurę, aby chociaż dawała iluzje ogarniętej. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i ziewnąłem zanim jeszcze usłyszałem czyjeś słowa.
-TaeHyung....-powiedział ktoś nieźle nachlany.
Jego głos był tak stłumiony, że nie dało się ocenić z kim rozmawiam. Zacząłem żałować, że nie spojrzałem kto dzwoni.
-Z kim rozmawiam?
-Ze mną...-powiedział czkając co chwila.
Ktoś albo sobie ze mnie żartował, albo jest tak głupi.
-,,Ze mną"? Mów jaśniej albo się rozłączam.-warknąłem jedną ręką przecierając jeszcze zaspane oczy.
-No z Jiminem.
-Czego chcesz? Mam nadzieję, że to coś ważnego, bo inaczej wyrwę ci jaja.
-Czy takie ważne to nie wiem... No chyba ważne.-mówił przytłumionym głosem.-Jeongguk się nieźle nachlał i teraz siedzi w kabinie i rzyga, a kiedy chcieliśmy go zgarnąć do domu to on powiedział, że bez ciebie nigdzie nie idzie.
-To chyba jakiś żart...



Poszedłem do klubu wskazanego przez chłopaków. Było dość tłoczno, ale poruszanie nie sprawiało mi jakiś większych problemów. Z tego co mi przekazał rudzielec to byli w łazience. Kiedy wszedłem do łazienki ich już nie było. Tak po prostu sobie poszli i zostawili tego gówniarza samego w kabinie. Myślałem że Jimin żartuje pisząc do mnie ,,Ej, jak ty idziesz to my spadamy stąd i idziemy do innego klubu." Dwie kabiny były zajęte. Teraz aby nie palnąć gafy i nie pukać do złej kabiny. Złożyłem
usta w linie i zacisnąłem pięści. Postanowiłem zdać się na umysł. Zarzuciłem kaptur na głowę, bo gdybym zaczął gadać jakieś zasrane przemowy do złej osoby, a ta akurat by załatwiała swoje potrzeby, a w dodatku by się okazało, że my się znamy to byłby przypał. Długo jednak nie musiałem się zastanawiać, ponieważ z drugiej kabiny wyszła laska z facetem dopiero co ubierając sukienkę. Myślałem że się zrzygam. Nie dlatego, że robili to w kabinie, ale dlatego że te kabiny były obleśne. Wtedy zostały ostatnie zamknięte drzwi. Zapukałem do nich.
-Jeongguk.... Otwórz...-powiedziałem cicho opierając się o kabinę.
-Będziesz na mnie krzyczał?...-spytał niepewny.
Przez chwilkę miałem taką ochotę, lecz po jego głosie mogę stwierdzić, że jest urżnięty w trupa i zdołowany, więc krzyczenie zostawię na jutro.
-Nie... Otwórz...
Po chwili w drzwiach przekręcił się zamek, a drzwi z wielkim trudem zostały otworzone przez Jeongguka. Wyglądał jak nieboszczyk, zapewne bym go uznał za trupa, ale ze mną rozmawiał, co zaprzeczało mojej teorii. Ukucnąłem nad nim i dotknąłem jego czoła. Było strasznie gorące. Westchnąłem głośno i przez chwilkę nie byłem pewien co dalej.
-Hyung....-jego głos przerywała nieustająca czkawka.-Przepraszam...
-Pogadamy jutro...-szepnąłem i objąłem go w pasie podnosząc go z ziemi.
*****
Kiedy wracaliśmy było tak miło. Znaczy mogłoby być gdyby Jeon był trzeźwy i chociaż na chwilę przestał kłapać jadaczką. Westchnąłem ciężko i wpychając dłonie do kieszeni od dżinsów spojrzałem w jasno świecący księżyc. Na chwilę się zatrzymałem, lubiłem obserwować niebo nocą. Kiedy oddałem się myślą to już po chwili zostałem kuksańca w żebro od młodego.
-Oszalałeś?-warknąłem lecz się nie gniewałem, bo widziałem jego piękny uśmiech.
Chyba miał zamiar odpowiedzieć, jest człowiekiem który musi odpowiedzieć na każde pytanie, lecz po chwili zaczął wydobywać z siebie dziwne dźwięki. Później zniknął w krzakach wymiotując zbędnym alkoholem w jego żołądku. Wzrok ludzi, którzy też wracali do domu z imprezy był bezcenny. Podszedłem do niego i złapałem go za rękę, aby ten się nie wywalił przy najbliższym kroku.
-Hyung! Hyung!-po chwili zaczął powtarzać jak szalony wyrywając się z mojego uścisku.-Patrz!
Brunet wskazywał na migającą gwiazdę. Zachowywał się, jakby widział takie zjawisko pierwszy raz. Żeby jak ostatnim razem obyło się bez fochów udawałem, że tak samo fascynuje się tym widokiem jak on. Tak naprawdę kiedy on spoglądał na tą ,,nadzwyczajną" gwiazdę ja patrzałem na jego idealną twarz. Księżyc delikatnie oświetlał jego czarne w lekkim nieładzie włosy, które wiały za każdym dmuchnięciem wiatru. I te jego lekko krwiste usta, idealnie by się nadawały do całowania.
Już nie mówiąc o ciemnych oczach, które zawsze tryskały szczęściem. Kiedy Jeongguk ogarnął się i zaczął iść, również ruszyłem. Przez pewną chwilę byłem pewien, że dojdziemy do mieszkania bez kłopotów, lecz ten po prostu po chwili się wyjebał. Co się dziwić, szedł slalomem nie zważając na wszystkie przeszkody. Lekko rozbawiony patrzyłem jak siedział na betonie, a dzięki gwiazdom mogłem zauważyć te kręcące się łzy w jego oczach.
-Nie mów że.... Będziesz płakać.-Jęknąłem zdziwiony kucając przy nim.
Młody przycisnął usta w wąską linie powstrzymując się od łez, może jednak pamiętał o ,,swojej dumie" nawet będąc pijanym i siedząc tyłkiem na betonie.
-Dzieciaku.... Takiego pijaka wstyd do domu zabierać.-powiedziałem do siebie.
Pozwoliłem wejść mu na plecy, oczywiście z tak prostą czynnością też miał problem. Wybaczyłem mu, nie raz ja również się uchlałem i zapomniałem jak odkręca się kran, skończyło się na tym, że trzeba było wzywać hydraulika. Kiedy w końcu wszedł jakąś na moje plecy wstałem z ziemi. Był dość lekki jak na takiego wysokiego typa. Noszenie go mógłbym ze spokojem porównać do noszenia plecaka szkolnego. Uśmiechnąłem się do siebie. Zastanawiało mnie, czemu młody sapie mi do ucha jak pies.
-Jeonggukie czemu tak sapiesz?-warknąłem poirytowany.
-Tyłek mnie boli.-powiedział i wtopił policzek w moją bluzę.
-Nie narzekaj. Mogłeś walnąć zębami o chodnik, mogłeś zedrzeć sobie twarz, a nawet coś złamać. Zadek poboli, poboli i przestanie.
-Tae Hyung...-powiedział cicho jakby zapadał powoli w sen.
-Hym?
-Ładnie pachniesz.-zaśmiał się cichutko, a po chwili już wiedziałem, że zasnął.


Położyłem go na swoim łóżku po tym jak go posprzątałem. Wtedy właśnie się obudził. Czemu nie położyłem go na jego łóżku? Na pościeli miał puzzle, które długo układał i zabiłby mnie gdyby zobaczył, że są rozpieprzone. Przyniosłem mu też szklankę soku jabłkowego, bo jego metabolizm był na tyle dziwny, że po zwykłej wodzie rzygałby ze zdwojoną siłą do rana, aż w końcu nie miałby czym wymiotować i zacząłby rzygać krwią. Sam byłem już zmęczony. Zmęczony to słabe określenie. Bardziej by to opisywało takie brzydkie ,,W chuj bardzo umierający ze zmęczenia". Chciałem pójść jeszcze zgasić światła na dole i coś przekąsić oraz się napić, bo to by mi się przydało. A najbardziej chciałem wziąć prysznic i później pójść spać, ale przy Jeongguku żadna z tych rzeczy była niewykonalna. Trzymał mnie jak jakiś dzieciak za rękaw od bluzy pisząc , że mam przy nim zostać. Ogółem to był gówniarzem, ale teraz przerastał siebie. Westchnąłem i położyłem się obok niego czekając jak zaśnie. W sumie to Jeon jak się uchlał to zasypiał po kilku minutach, lecz tym razem nic nie wskazywało na to, że ma się pogrążyć w śnie, bo cały czas pierniczył jakieś niespójne zdania.
-Pocałuj mnie.-w końcu powiedział i owinął dłońmi moją rękę delikatnie, robiąc tak zwany ,,dziubek".
Oczywiście że bym to zrobił. Nawet bez jego pozwolenia mógłbym to zrobić, a ta noc byłaby niezapomniana przeze mnie i jego, ale nie mogłem go wykorzystać. Źle bym się czuł z tym że wykorzystałem okazję, że był nachlany i zacząłem go całować. Zwłaszcza, że on nie ma pojęcia co mówi i wcale tego nie chce. A następnego dnia by się spytał, co robiliśmy w nocy. Co ja miałbym mu opowiedzieć ,,Całowaliśmy się. Ale nie bój się, mogę o tym zapomnieć." Mimo tego jakąś tak nie wytrzymałem. Zbliżyłem się do niego i wplątałem dłoń we włosy złączając nasze usta w długim pocałunku. Jeongguk usiadł na moich biodrach i nachylił się tak, aby patrzeć w moje oczy. Myślałem, że zaraz się spalę. Chciałem wstać, umyć się, zjeść, i pójść spać w salonie bez poczucia winy. Ale to było silniejsze ode mnie, zresztą to on po chwili wepchnął mi język do gardła, więc mógłbym powiedzieć, że to ja byłem wykorzystany. Oddałem już po chwili pocałunek. Siedział tak na mnie chwilę i położył głowę w wgłębieniu między głową a ramieniem. Przez chwilkę tak leżał i całował mój obojczyk. Nie wiedziałem jak się zachować. Po chwili po prostu przestał i leżał na mnie. Nawet nie mogłem zobaczyć jego idealnej twarzy. Leżałem i leżałem z upływającymi minutami. Przez chwilkę nawet pomyślałem jak idiota, że umarł. Delikatnie położyłem go obok siebie, po prostu zasnął.
-Idiota.-westchnąłem pod nosem i wstałem aby się wykąpać.
Po orzeźwiającej kąpieli i zjedzeniu czegoś położyłem się znów obok niego. Co za idiota, jak mógł zasnąć kiedy się ze mną całował?


Kiedy się obudziłem Jeongguka obok mnie już nie było. Może się przestraszył, kiedy zrozumiał że coś między nami było? Może pamiętał co się wydarzyło i teraz nie będzie chciał ze mną rozmawiać? Miliony myśli przemykało mi na minutę. Na stole było już śniadanie. Widziałem, że wszyscy mieli mocnego kaca. Miałem szczęście, że ja nic nie piłem. Oczywiście przy stole nie było Jeona. Znaczyło to, że chyba faktycznie się wkurzył lub zszokował moim wczorajszym zachowaniem. No ale kurwa, to on mnie prowokował.
-Wy pedały!-krzyknąłem przypominając sobie co się stało wcześniejszej nocy.-Czemu zostawiliście tak  młodego w łazience?!
Przecież nic by takiego nie miało miejsca, gdyby oni po prostu wzięli młodego do domu i wrzucili do jego łóżka. Ja bym już przespał noc na kanapie, on by spał na swoim łóżku, a właśnie tego dnia chłopcy by zostali opieprz za zniszczone puzzle.
-Spierdalaj. Jeon upierał się, że nie wyjdzie póki nie przyjedziesz.-warknął Jimin gryząc tosta.
Nawet przeszło mi przez myśl, że zrobił to specjalnie. Aby mnie wykorzystać. Czasem wpadam na bardzo absurdalne pomysły. Po chwili na dół zszedł Jeongguk z uśmiechem na twarzy. Właśnie musiał wyjść spod prysznica, ponieważ swoje mokre kosmyki włosów wycierał malutkim ręcznikiem wiszącym na szyi. Jakby nigdy nic dosiadł się do stołu siadając obok mnie. Wziął tosty które były ułożone na talerzu i powoli włożył do ust patrząc na mnie jakby trochę uwodzicielsko.
-Tae! Przestań, odbija ci.-powiedziałem w myślach uderzając się w głowę.
-Tyłek mnie boli.-jęknął po chwili młody.-Hyung, chyba mnie w nocy nie zgwałciłeś? Mogłeś mnie wykorzystać!
-C-Co?-zrobiłem się cały czerwony na jego chore sugestie.-Zadek cię boli bo spadłeś dupą na chodnik tak się urżnąłeś!
Wszyscy wybuchli śmiechem, a Jimin zaczął mnie dziwnie obserwować.
-Na pewno? Nas nie było, wszystko się mogło zdarzyć. A tak w ogóle to Jeonggukie tak dużo nie wypił. Tylko dwa piwa, więc Jeonggukie gdyby TaeHyungie cię zerżnął to ty też nie jesteś bez winy. Może i byłeś napity na tyle, aby porzygać i być nieogarnięty, ale na pewno miałeś jakąś tam świadomość.-parsknął.
Po tych słowach zakrztusiłem się sokiem i szybko uderzyłem pięścią w klatkę piersiową aby odetchnąć. Dwa piwa to faktycznie nie tak dużo. Ten mały gówniarz miał świadomość tego co robi. Jeongguk nie zachowywał się dziwnie. Nie zarumienił się, a ja zapewne po słowach Jimina na miejscu młodszego bym się spalił ze wstydu. Tylko uśmiechnął się uwodzicielsko i oparł głowę o dłoń patrząc na mnie.
-Może i miałem pewną świadomość. To coś zmienia?-spytał  z lekką chrypką co jeszcze bardziej mnie pociągało.
Chyba zamurował tą odpowiedzią nie tylko mnie ale i też Jimina, który najwidoczniej nie spodziewał się takiej odpowiedzi.



Siedziałem w swoim pokoju ciesząc się, że jestem sam. Pisałem aktualnie jakąś piosenkę ze słuchawkami na uszach. Gdy słuchałem swoich ulubionych utworów nie myślałem o niczym. Miło mi się tak siedziało. Sam w domu. Tak bez nich powietrze wydawało się czystsze. Ale to zapewne sprawa otwartego okna, które otworzyłem aby się trochę oziębiło. Podciągnąłem swoje czarne obcisłe dżinsy z specjalnymi dziurami na kolanach i zarzuciłem duży, czarny kaptur na głowę gdy lekki wiatr zaczął dawać znaki. Nawet nie usłyszałem jak do mojego pokoju się wkrada Jeongguk. Jakiego mojego? Przecież to i jego pokój. Usiadł na skrawku łóżka układając dłoń na moim nagim kolanie. Aż drgnąłem kiedy poczułem zimne dłonie ma moim ciele. Zdjąłem słuchawki i wszystko odłożyłem na bok.
-Młody, co ty tu robisz?-spytałem zdziwiony.
-Nie chciałem z nimi iść... Chciałem zostać z tobą...-powiedział z opuszczoną głową.
Byłem lekko oszołomiony, lecz nawet nie miałem czasu odpowiedzieć, zareagować, bo ten z uśmiechem przysiadł się centralnie obok mnie.
-Podobało ci się TO dwa dni temu, Hyung?-spytał z uśmiechem rzucając się na moją poduszkę, aż włosy opadły bezwładnie na jego oczy.
Lekko się zaczerwieniłem. Dwa dni temu działo się mnóstwo rzeczy, Jeon się upił, ja po niego przyszedłem. Młodszy cieszył się jak idiota z mrugającej gwiazdy, wróciliśmy do domu, później się całowaliśmy. Lecz z całą pewnością chodziło mu o pocałunek.
-N-Nie w-wiem o czym mówisz...-zająknąłem się odsuwając się lekko od niego.
-No Hyung... Nie bądź taki...-powiedział lekko smutny zdejmując kosmyki z twarzy.
-T-Tak...-wydusiłem.
Moje policzki musiały być soczyście czerwone, na pewno były, bo moje ciało było rozpalone. Zanim podniosłem wzrok nasze usta były złączone. Nie miałem czasu nawet na myślenie i zdezorientowania, po prostu działałem, bo nie wiadomo kiedy ta chwila minie i kiedy wróci. Między pocałunkami uśmiechaliśmy się do siebie. Chłopak usiadł na moim brzuchu i zwinnie podwinął mi koszulkę do góry. Później jakąś tak wyszło, że nasza górna część garderoby leżała na podłodze. Mogłem podziwiać jego idealnie wyrzeźbiony brzuch. Po chwili jęknąłem i zamknąłem mocno oczy.
-Muszę ci co...-nie dokończyłem.
-Zamknij się.-zatkał mnie swoimi ustami.
Chciałem mu tylko powiedzieć, że słuchawki wrzynają mi się w plecy.